<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>S T U D N I A  - Kultura bez dna</title>
	<atom:link href="http://www.studnia.net.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.studnia.net.pl</link>
	<description>Serwis kulturalny - recenzje wywiady zapowiedzi - filmy książki muzyka</description>
	<lastBuildDate>Wed, 01 Feb 2012 12:17:27 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
		<item>
		<title>Historia tanga według Escolaso</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/01/31/historia-tanga-wedlug-escolaso/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/01/31/historia-tanga-wedlug-escolaso/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 21:12:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Andrés Guzmán]]></category>
		<category><![CDATA[Anselmo Aieta]]></category>
		<category><![CDATA[Astor Piazzolla]]></category>
		<category><![CDATA[Damián Cortés]]></category>
		<category><![CDATA[Francisco De Caro]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Julian Plaza]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Mariano Mattar]]></category>
		<category><![CDATA[Tango]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1187</guid>
		<description><![CDATA[koncert Grzegorz Butkiewicz &#160; Występ trzech gitarzystów klasycznych z Argentyny &#8211; Escolaso guitarra tango trio &#8211; w sali filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku był znakomitą okazją do zapoznania się z twórczością argentyńskich kompozytorów, a w szczególności z argentyńskim tangiem. Muzycy nie tylko przybliżyli dokonania najbardziej popularnego Astora Piazzolli, ale zaprezentowali również utwory innych, mniej znanych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>koncert</h6>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/Escolaso.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1188" title="Escolaso" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/Escolaso-300x267.jpg" alt="" width="300" height="267" /><strong></strong></a><strong>Występ trzech gitarzystów klasycznych z Argentyny &#8211; Escolaso guitarra tango trio &#8211; w sali filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku był znakomitą okazją do zapoznania się z twórczością argentyńskich kompozytorów, a w szczególności z argentyńskim tangiem. Muzycy nie tylko przybliżyli dokonania najbardziej popularnego Astora Piazzolli, ale zaprezentowali również utwory innych, mniej znanych twórców tanga np.: Juliana Plazy, Anselma Aiety, czy Francisca De Caro. Gitarzyści celowo zrezygnowali z wirtuozowskich popisów, skupiając się w warstwie formalnej na klasycznych rozwiązaniach, które miały na celu wiernie i przystępnie zaprezentować tango jako dorobek kultury argentyńskiej.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1187"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Tango, jak wspominał jeden z gitarzystów podczas koncertu, narodziło się w Argentynie wśród niższych klas społecznych. Zatem początkowo był to taniec i muzyka ulicy, podrzędnych barów i domów publicznych. Warto wspomnieć, że jako taniec był trzeci po walcu i polce, w którym para obejmowała się. Ale ze względu na jego improwizowany charakter, przesycony śmiałą erotyką, początkowo był zakazywany. Jednak rosnąca z czasem popularność tanga, a również coraz bardziej bogata forma muzyczna sprawiły, że dzisiaj tango stało się dla Argentyny znakiem rozpoznawalnym, a Piazzollę często porównuje się z Chopinem za genialny wyraz w muzyce lokalnego folkloru.</p>
<p>Zatem muzyka zagrana przez Mariano Mattara, Andrésa Guzmána i Damiána Cortésa zawierała wszystkie cechy tanga wspomniane powyżej. Zaprezentowane kompozycje przesycone były erotyzmem, można było wyczuć w nich smutek miłosny, tęsknotę, siłę pragnienia, ale momentami i liryczną radość. <em>Flores Negras</em> Francisca De Cary był chyba najsmutniejszym utworem, ale zarazem pełnym nastrojowego wdzięku, kompozycja podobała się publiczności. Największym powodzeniem cieszyły się oczywiście kompozycje Astora Piazzolli: <em>Zita</em> i <em>La Muerte de Angel</em>. Cechowało je zdecydowanie największe bogactwo formalne, a więc złożona tematyka i jej częsta, dynamiczna zmienność. <em>La Muerte de Angel</em> była też oryginalnie zaaranżowana na trzy gitary, co również wypada podkreślić. Ciekawym punktem koncertu było zaśpiewanie przy akompaniamencie gitar trzech utworów m. in. <em>Mariposity</em> Anselma Aiety. Choć niekiedy te kompozycje mogły kojarzyć się piosenką estradową,  to w nich również zawarta była silna erotyczna ekspresja, charakterystyczna dla tanga.</p>
<p>Koncert tria Escolaso może nie wywołał przesadnej euforii wśród publiczności, ale mógł się podobać właśnie ze względu na pokazanie tanga jako elementu tradycyji argentyńskiej. Warto nadmienić, że muzycy po raz pierwszy byli w Polsce i oprócz występu w Słupsku zagrali koncert w Krakowie. Była to zatem rzadka i warta uwagi okazja, aby zbliżyć się do tanga argentyńskiego w jego klasycznej formie, zaprezentowanej wprawdzie rzetelnie, choć może niekiedy nie było w niej zbyt wiele tak oryginalnego i charakterystycznego,  jak choćby dla Piazzolli, elementu efektownego, ekspresyjnego popisu wirtuozowskiego.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/andres-guzman/" title="Andrés Guzmán" rel="tag">Andrés Guzmán</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/anselmo-aieta/" title="Anselmo Aieta" rel="tag">Anselmo Aieta</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/astor-piazzolla/" title="Astor Piazzolla" rel="tag">Astor Piazzolla</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/damian-cortes/" title="Damián Cortés" rel="tag">Damián Cortés</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/francisco-de-caro/" title="Francisco De Caro" rel="tag">Francisco De Caro</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/julian-plaza/" title="Julian Plaza" rel="tag">Julian Plaza</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/koncert/" title="koncert" rel="tag">koncert</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/mariano-mattar/" title="Mariano Mattar" rel="tag">Mariano Mattar</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/tango/" title="Tango" rel="tag">Tango</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/01/31/historia-tanga-wedlug-escolaso/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Escolaso guitarra tango trio</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/01/16/escolaso-guitarra-tango-trio/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/01/16/escolaso-guitarra-tango-trio/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 20:13:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Zapowiedzi]]></category>
		<category><![CDATA[Astor Piazzolla]]></category>
		<category><![CDATA[Escolaso guitarra tango trio]]></category>
		<category><![CDATA[Tango]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1175</guid>
		<description><![CDATA[ koncert &#160; Zapraszamy na koncert nie tylko dla miłośników tanga, lecz również gitary klasycznej. Escolaso Trio tworzą: Mariano Mattar, Andrés Guzmán i Damián Cortés. Zespół istnieje od 2002 roku. Pierwszą płytę pt. Escolaso wydali w 2004 roku, czego efektem było dwukrotne tournée po Europie. Ich muzyka sięga nawet dalej. Trzecia trasa koncertowa objęła również Iran [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6 align="justify"> koncert</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p align="justify"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/koncert201201-plakat.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1176" title="jpg2011-plakat" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/koncert201201-plakat-214x300.jpg" alt="" width="214" height="300" /></a><strong>Zapraszamy na koncert nie tylko dla miłośników tanga, lecz również gitary klasycznej. Escolaso Trio tworzą: Mariano Mattar, Andrés Guzmán i Damián Cortés. Zespół istnieje od 2002 roku. Pierwszą płytę pt.<em> Escolaso</em> wydali w 2004 roku, czego efektem było dwukrotne tourn<em>é</em>e po Europie. Ich muzyka sięga nawet dalej. Trzecia trasa koncertowa objęła również Iran i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Trio zapraszane jest na ważne festiwale gitarowe, takie jak między innymi niemiecki <em>Open Strings Festival</em>. Wszyscy muzycy mieszkają w Argentynie. Do Polski przyjechali tylko na dwa koncerty: w Krakowie i Słupsku.  A ponadto w 2012 roku minie 20. rocznica śmierci Astora Piazzolli, wybitnego argentyńskiego kompozytora, który wprowadził Tango do kanonu muzyki klasycznej. Ten koncert będzie poświęcony przede wszystkim tej wybitnej postaci i z pewnością usłyszymy jego kompozycje. Koncert w Słupsku odbędzie się 29.01.2012 w sali filharmonii Sinfonia Baltica o godzinie 18.00. Bilety w cenie 35/25 zł.<br />
</strong></p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/astor-piazzolla/" title="Astor Piazzolla" rel="tag">Astor Piazzolla</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/escolaso-guitarra-tango-trio/" title="Escolaso guitarra tango trio" rel="tag">Escolaso guitarra tango trio</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/tango/" title="Tango" rel="tag">Tango</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/01/16/escolaso-guitarra-tango-trio/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Torino Film Festiwal</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/01/03/torino-film-festiwal/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/01/03/torino-film-festiwal/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 14:59:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Raport]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Flejter]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Altman]]></category>
		<category><![CDATA[Torino Film Festiwal]]></category>
		<category><![CDATA[Władysław Tatarkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1160</guid>
		<description><![CDATA[raport korespondencja z Turynu Małgorzata Flejter &#160; Piemont, najdalej na północny-zachód wysunięty region Włoch gościł w swej stolicy tegoroczną, już 29. edycję Torino Film Festiwalu. Filmy wyświetlane w jego ramach „z otwartymi ramionami” przyjęły trzy kina, oddzielone od siebie o, jak twierdził autor festiwalowego katalogu, nie więcej niż 15 minut spacerem, która to informacja mogłaby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>raport<br />
korespondencja z Turynu</h6>
<h1 style="text-align: right;">Małgorzata Flejter</h1>
<h3 style="text-align: right;"></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1166" title="29TFF1" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF1-232x300.jpg" alt="" width="232" height="300" /></a><strong>Piemont, najdalej na północny-zachód wysunięty region Włoch gościł w swej stolicy tegoroczną, już 29. edycję Torino Film Festiwalu. Filmy wyświetlane w jego ramach „z otwartymi ramionami” przyjęły trzy kina, oddzielone od siebie o, jak twierdził autor festiwalowego katalogu, nie więcej niż 15 minut spacerem, która to informacja mogłaby śmiało podlegać korekcie. Odpuszczę jednakże jego organizatorom z uwagi na to, że cała infrastruktura festiwalowa zasługuje na pochwałę.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"> <span id="more-1160"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1167" title="29TFF2" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF2-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Filmy, które widzowie mieli okazję obejrzeć podczas tych dziewięciu dni święta kina, wyświetlane były w ramach sekcji: Torino 29/ Feature Film Competition, Festa Mobile/ A moveable feast, Raporto Confidenziale/ Confidential Report, Onde/ Waves, Italiana.Doc, Italiana.Corti, Figli e amanti/ sons and lovers, Robert Altman, Dorian Gray, Spazio Torino, Torinofilmlab, Cinema e cinemi/ Cinema and cinemas.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie muszę pisać, że Robert Altman wielkim reżyserem był, tak więc retrospektywa jego filmów nie mogła zostać niedoceniona. Choć zawsze istnieje zagrożenie, że inna społeczność niż ta, z której autor filmu się wywodzi, nie przyjmie jego dorobku w należny mu sposób, w tym przypadku nie ma o tym mowy. Czy jednak filmy zostały zrozumiane, tego nie wiadomo. Jednakże obecność znamienitych, amerykańskich gości, Kathryn and Stephn Altman, Keith Carradine, Michael Murphy oraz Matthew Seig, którzy seanse filmów, biorących udział w retrospektywie, niemal za każdym razem zapowiadali, na pewno w tym pomogła.</p>
<p style="text-align: justify;">W kwestii owego, swoistego każdej kulturze odbioru filmu, doskonałym przykładem niechaj będzie seans <em>El Arbol de las fresas</em>, Simone Rapisarda Casanova, 2011, filmu będącego historią wioski kubańskiej, Juan Antonio, zrównanej z ziemią przez huragan. Reżyser dokumentuje życie wioski sprzed katastrofy ekologicznej. Mieszkańców wioski obserwujemy podczas codziennych obowiązków i przyjemności.</p>
<p style="text-align: justify;">Wyświetlone w ramach festiwalu filmy włoskie, to utwory: krótkometrażowe, dokumentalne oraz, przeprowadzona na małą skalę, retrospektywa dzieł wielkich artystów kina włoskiego: Gianniego Franciolini, Luigiego Comencini, Michelangelo Antonioniego, Dino Rosi, Maria Camerini oraz Gian Luigi Polidoro.</p>
<p style="text-align: justify;">Włoskie filmy krótkometrażowe nie zachwycają. Zwycięzca konkursu na najlepszy z nich <em>Occhio di vetro chore non dorme</em>, Gabriele di Munzio, 2011, przez pryzmat szeregu tworzących spójną, acz pozbawioną puenty całość, opowiada nam sytuację dzisiejszych prostytutek. Włoski krótkometraż uzurpuje sobie prawo do bycia sztuką, bowiem bazuje na szoku, co, odwołując się do definicji sztuki autorstwa Władysława Tatarkiewicza, automatycznie powinno go sztuką czynić. Mają więc oni dług wdzięczności dla Tatarkiewicza.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF3.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1168" title="29TFF3" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF3-300x168.jpg" alt="" width="300" height="168" /></a>Na drugim natomiast biegunie, w stosunku do rozczarowującego poziomu włoskiego filmu krótkiego, znajduje się dorobek włoskich dokumentalistów. Zdecydowanie na uwagę zasługuje <em>Il Castello</em>, film bardzo młodych twórców, Massimo D’Anolfi i Martina Parenti, rok produkcji 2011, którzy rejestrują rok działalności międzynarodowego, mediolańskiego lotniska Malpensa.</p>
<p style="text-align: justify;">Oglądając utwór, w głowie widza rodzi się pytanie i ciągle, jak echo, powtarza: jak to możliwe, że twórcy dostali pozwolenie na te zdjęcia? Pokazuje on bowiem w jaki sposób policja, której zadaniem jest dokładna kontrola pasażerów, traktuje potencjalnych przemytników, w jak przedmiotowy sposób się to odbywa.      Reżyserzy pokazują nam obraz rzeczywistości, który należałoby analizować przez pryzmat filozofii prędkości Paula Virilio. Zgodnie z jego teorią prędkość, z jaką się poruszamy, kształtuje życie społeczne oraz mechanizmy sprawowania władzy. Możliwe do osiągnięcia, w przypadku interesujących reżyserów samolotów, setki, tysiące kilometrów na godzinę są najszybszym z dostępnych dziś rozwiązań, zgodnie z teorią Paula Virilio mają więc największy wpływ na kształt życia społecznego i sprawowania władzy. Virilio zwraca także uwagę na to, iż prędkość, to także generator zagrożenia, w postaci nowych rodzajów śmierci, wojny, przemocy, agresji. To transport lotniczy bowiem umożliwił szybki i sprawny przewóz ludzi, co niektórzy usiłują wykorzystać do niecnych celów. Tani i dostępny transport lotniczy sprawił, że jest to dziś zjawisko na skalę masową, co z kolei sprowadza człowieka do poziomu mrówki w mrowisku, niewiele znaczącego pionka w grze wielkiego świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Drugi z włoskich filmów dokumentalnych, który szczególnie zapadł mi w pamięć, ze względu na wartość informacyjną i sposób przekazu, to <em>Il corpo del duce</em>, Fabrizio Laurenti, 2011. Historia zwłok zamordowanego Mussoliniego. Film powstaje na podstawie książki o tym samym tytule, nie zaskakuje formą, jednak umiejętnie podane fakty sprawiają, że treść, w sposób bardzo przystępny, przekazywana jest widzowi.</p>
<p style="text-align: justify;">Co do innych sekcji, kilka filmów zasługuje na uwagę szczególną. <em>17 filles, </em>Delhine e Muriel Coulin, 2011, to znakomity przykład filmu postmodernistycznego. Jego bohaterki, dziewczęta będące uczennicami szkoły średniej, za wszelką cenę usiłują zajść w ciążę. „Kieszonkowe” zamiast na imprezy, wydają na kolejne testy ciążowe, a największą ich radość budzi, gdy  wykazuje on wynik pozytywny. Mężczyźni natomiast, w tym utworze, sprowadzeni zostają do roli dawców nasienia.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>A annan veg/ Either Way</em>, Hafsteinn Gunnar Sigurdsson, 2011, nagrodzony, islandzki film o prawdziwej, męskiej przyjaźni. Dwóch pracujących prężnie przyjaciół, których zadaniem jest oznakowanie dróg, w chwilach wolnych od pracy prowadzą sprośny dialog o swoich przyszłych partnerkach łóżkowych. Film jest prosty w przekazie, nie ma treści ukrytych, ani podwójnych sensów, ale właśnie ta jego bezpretensjonalność stanowi jego siłę.</p>
<p style="text-align: justify;">Podczas festiwalu obejrzeć można oczywiście szereg filmów, których poziom satysfakcjonuje wybrednego widza, ale, zanim jednoznacznie określi on swój do niego stosunek, stawia go przed pytaniem, czy warto jest kręcić o tym ponownie, znów?</p>
<p style="text-align: justify;">Do tej kategorii filmów bez wątpienia zaliczyć można <em>Ghosted</em>, Craig Viveiros, 2011, historię młodego więźnia, który usiłuje odnaleźć się w strukturze społecznej, której staje się częścią.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Piu grandi di tutti</em>, Carlo Virzi, 2011, lekka komedia o byłym zespole rockowym, którego muzycy zrzeszają się ponownie na potrzeby filmu, który chce o nich nakręcić nieżałujący grosza, zagorzały fan.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF4.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1169" title="29TFF4" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF4-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Z nieukrywanym smutkiem stwierdzam, że nie został pokazany żaden film produkcji naszego kraju, czemu jednak szczególnie się nie dziwię. Co jednak było dla mnie szokiem to fakt, iż Q&amp;A nie były tłumaczone na angielski. Więcej zastrzeżeń do organizatorów nie mam, jedynie wątpliwości, co się tyczy poziomu świadomości artystów filmowych. Czy natomiast zdanie to powinno zostać uzupełnione o epitet „zdecydowanie”, czy jedynie „nieco” zaskakujący, po spotkaniu z mistrzem Markiem Koterskim, który o najbardziej charakterystycznych, dających się dostrzec w jego filmach punktach wspólnych mówi, że są one przypadkowe, decyduję się na epitet wymieniony wyżej jako drugi. Zdanie to bowiem brzmi jako opinia, stosująca się do wszystkich uczestników festiwalu, a tymczasem stosuje się do jednego z nich. Autor filmu <em>388 Arletta Avenue</em>, Randall Cole,2011, zapytany podczas konferencji prasowej, czemu w jego filmie morderca zawsze fotografuje ofiarę przez przednią szybę swojego samochodu? czemu nigdy nie widzimy go poza maszyną? Czy jest to aby metafora świata maszyn, w którym przyszło nam żyć? Dekonstrukcji i dehumanizacji? Zdaje się być zaskoczony i usiłuje się ratować, ale nie brzmi wiarygodnie, choć film, jako thriller, spełnia swą rolę w stopniu widza zadowalającym.</p>
<p style="text-align: justify;">I, jak powiedział podczas konferencji prasowej Keith Carradine, miał to w zwyczaju Robert Altman, by drugi raz niczego nie powtarzać, festiwal oceniam jako dobry, a włoski dokument trzyma fason.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/malgorzata-flejter/" title="Małgorzata Flejter" rel="tag">Małgorzata Flejter</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/robert-altman/" title="Robert Altman" rel="tag">Robert Altman</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/torino-film-festiwal/" title="Torino Film Festiwal" rel="tag">Torino Film Festiwal</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/wladyslaw-tatarkiewicz/" title="Władysław Tatarkiewicz" rel="tag">Władysław Tatarkiewicz</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/01/03/torino-film-festiwal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gnida</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/12/15/gnida/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/12/15/gnida/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Dec 2011 13:45:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ART-LAB]]></category>
		<category><![CDATA[Teksty]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Mondrzejewska]]></category>
		<category><![CDATA[Gnida]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1138</guid>
		<description><![CDATA[proza Grzegorz Butkiewicz ilustracja: Anna Mondrzejewska &#160; Jestem gnidą. Gnidą dobrze wyedukowaną, w pełni sił życiowych i zdolną do społecznego pożytku. Ale jednak gnidą, bo jestem nieprzydatny, zepchnięty na margines i toczony przez marazm. Choć można do tego przywyknąć i już teraz mnie to tak nie męczy. Ale kiedyś było inaczej, kiedy chciałem wejść w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>proza</h6>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz<br />
ilustracja: Anna Mondrzejewska</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/12/Gnida2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1139" title="Gnida2" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/12/Gnida2-221x300.jpg" alt="" width="221" height="300" /></a>Jestem gnidą. Gnidą dobrze wyedukowaną, w pełni sił życiowych i zdolną do społecznego pożytku. Ale jednak gnidą, bo jestem nieprzydatny, zepchnięty na margines i toczony przez marazm. Choć można do tego przywyknąć i już teraz mnie to tak nie męczy. Ale kiedyś było inaczej, kiedy chciałem wejść w misterną strukturę społeczną, być kimś, mieć rodzinę, pracę i własne mieszkanie. Niestety, to wszystko pozostało dla mnie nieosiągalne, choć przy skrupulatnych wysiłkach w poszukiwaniu etatu udawało mi się czasem znaleźć zatrudnienie na dwa, trzy miesiące. Ale teraz latem często leżałem, paliłem papierosy i patrzyłem w sufit, a te długie chwile monotonnej kontemplacji dawno nieodświeżanego sklepienia zakłócała matka, przynosząc mi kanapki z margaryną i serkiem topionym. Nadal zamieszkiwaliśmy tę ciasną klitkę w bloku w spadku po sekretarzu Gomółce, a ja w chwilach kontemplacji pytałem, co poszło nie tak? Wszyscy moi znajomi, z którymi się wychowałem, wyjechali. A osiedle pozostało, takie trochę puste i wymarłe. Trzy masywne blokowiska z ponurymi oknami wpatrującymi się w szare dni, z których każdy jest taki sam jak poprzedni i następny.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1138"></span></p>
<p style="text-align: justify;">         Latem odwiedzał mnie Janek. Przyjeżdżał z Dublina na wakacje. Ubrany był w białe adidasy i czystą koszulę z modnym nadrukiem. Ostatnio zaprosił mnie na piwo do ogródka, abyśmy pogadali jak za dawnych lat. Powspominali dzieciństwo i rozejrzeli się po mieście. Zamówiliśmy dwa Żywce z niewielką, lekką pianką i zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak było kiedyś, a jak jest teraz, aż w końcu powiedział:<br />
- Nie chciałbyś zamieszkać w Dublinie? Po cholerę masz tu klepać biedę.<br />
- Nie, dzięki za propozycję, ale nie skorzystam – odparłem bez specjalnego zastanowienia.<br />
- Piotrek, o co ci chodzi, wyrwiesz się wreszcie z tej dziury i odżyjesz – nalegał Janek – nie mogę patrzeć, jak z roku na rok pożera cię coraz większa apatia.</p>
<p style="text-align: justify;">         Znów ta sama propozycja i te same Jankowe wizje cudownego życia na emigracji. Wprawdzie tylko te nędzne osiem godzin dziennie przy taśmie, których ma dość, ale potem zakupy, impreza, wyjazd, no i raz w roku lot na egzotyczne wakacje, a tam baseny, masaże i rześkie drinki pod palemkami. W końcu już nie mogłem znieść dłużej jego gadaniny i powiedziałem bez owijania w bawełnę:<br />
- Janek, zdałeś maturę, skończyłeś studia, zrobiłeś podyplomówkę, zajęło to tobie dwadzieścia pięć lat, ćwierć wieku, i pojechałeś zagranicę dymać przy taśmie! To nazywasz swoim wymarzonym życiem! Osiem godzin dziennie ogłupiającego zajęcia przez dwanaście miesięcy, aby raz w roku pojechać gdzieś na wyspę i napić się drinka!<br />
- Daj spokój, to nie tak, po prostu pracuję i na wszystko mnie stać, a ty siedzisz u matki i biedujesz, jak sobie wyobrażasz swoją przyszłość! Obudź się, człowieku!<br />
- Ja po prostu chcę być u siebie, mieć pracę we własnym kraju i żyć z niej, będę szukał tej pracy, dopóki jej nie znajdę!<br />
- Szukasz jej z krótkimi przerwami już pięć lat, nie wydaje ci się, że to trwa za długo?<br />
- Mogę jej szukać piętnaście, ale nie pojadę zagranicę, by zostać tam murzynem Europy i jeszcze cieszyć się z tego!</p>
<p style="text-align: justify;">         W tym momencie Janek sięgnął po papierosa i wypił trochę piwa. Ten gest zazwyczaj oznaczał zmianę tematu na lżejszy. I tak się stało. Przez resztę spotkania rozmawialiśmy o polskiej piłce nożnej, by później wypić następne piwo i rozstać się. Przez kolejne dni letniego urlopu Janka w kraju już się nie spotykaliśmy. Ja jak zwykle sufitowałem, a Janek pewnie imprezował z innym znajomymi. I tak do następnego lata.</p>
<p style="text-align: justify;">         Letni okres dla mnie przeważnie wiązał się z finansowym dołkiem, ale nieznacznie miał on ustąpić właśnie teraz, wraz z przyjściem jesieni, z jednego bardzo prostego względu. Jesienią zaczynał się rok szkolny i rok akademicki. W knajpach robiło się tłoczniej i dzięki temu udawało mi znaleźć kilku leszczy zlecających mi za parę złotych wypracowanie, czy pracę na studia. Czasami wpadała mi jakaś grubsza robota, gdy jakiś student zlecał pracę licencjacką lub magisterską, a wtedy za każdy zaliczony rozdzialik miałem tak zwany wypasiony miesiąc. Wówczas nie miałem już czasu na lenistwo. Tydzień był napięty: czytelnia, zbieranie materiałów, robienie notatek, aż w końcu pisanie pracy wypełniały mój czas do reszty. Ale w zamian nie było już topionego serka i weekendu przed telewizorem, tylko schabowy i sobotnia impreza.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zastanawiałem się, co przyniesie ta jesień, bo ostatnio ubywało mi pracy dla licealistów czy gimnazjalistów. Ich edukacyjny wysiłek z powodzeniem zastępował Internet, ale ze studentami już tak nie było. W ich przypadku poprzeczka była postawiona wyżej ze względu na program antyplagiatowy, który sprawdzał każdą pracę. Tak jak podejrzewałem, rzadko zgłaszała się młodzież szkolna z jakąś drobnicą, dopiero w kwietniu pewnie odezwą się maturzyści. Za to w połowie października zadzwonił do mnie Łukasz. Twierdził, że nagrywa mi robotę. Praca magisterska z pedagogiki dla zapracowanej w centrum handlowym studentki, która nawet nie ma chwili, by się porządnie wysikać. Ale, co gorsza, uznał, iż przedsięwzięcie było na tyle intratne, że zażądał niemałej prowizji, co mnie bardzo zdziwiło. A zatem i jemu przestało się dobrze wieść odkąd redukcja dosięgła jego zakład pracy i teraz utrzymywał się z dorywczych zleceń, co dla niego było nie lada wyzwaniem, w końcu miał żonę i dziecko. Przekazał mi jej numer telefonu i powiedział, abym się z nią umówił i wszystko dograł. To podobno gruba ryba, mówił, więc miałem śmiało negocjować.</p>
<p style="text-align: justify;">         Pod koniec tygodnia zadzwoniłem do niej i chciałem się z nią umówić gdzieś w pubie, aby obgadać sprawę. Niestety pracowała, powiedziała, że ma przerwę w pracy o dziewiętnastej i żebym w tym czasie w sobotę przyszedł do kawiarni w centrum handlowym. Tam wszystko mi miała wyjaśnić. W sobotni wieczór pojawiłem się w galerii. Zamówiłem najtańszą kawę i czekałem, aż zjawi się studentka. W końcu przyszła. Kiedy ją zobaczyłem, wpadłem w lekkie zakłopotanie. Była piękna, a wchodząc w szczegóły tego ogólnego określenia doznania estetycznego, powiedziałbym że była pięknooka, pięknowłosa, pięknousta i pięknonoga&#8230; Tu można długo wymieniać jej kolejne elementy budowy anatomicznej, z tymże przymiotnikiem, które tworzyły tę zadziwiająco doskonałą, harmonijno-druzgocącą całość, niczym czwarta część Symfonii Jowiszowej. Zamówiła wodę mineralną z cytryną, usiadła, powiedziała, że ma na imię Beata i potrzebuje pracy magisterskiej „na wczoraj”. Była w stanie natychmiast dać mi zaliczkę, którą zresztą potem przyjąłem, mając od razu w perspektywie udany sobotni wieczór. Temat był łatwy i w sam raz dla mnie: „Mechanizm wykluczeń w młodzieżowych grupach rówieśniczych”. Dogadaliśmy się co do ceny bez problemu. Miałem zainkasować dwa i pół tysiąca minus prowizja Łukasza, czyli prawie siedemset złotych na rękę za każdy zaliczony rozdzialik.</p>
<p style="text-align: justify;">         Poniedziałek przywitał mnie jesienną mżawką, która pogłębiła mój smutek. Za to powoli przechodził niedzielny kac. Zostały jakieś drobniaki z sobotniej zaliczki, które na długo mi nie wystarczą. Jadłem owsiankę, którą przygotowała mi matka, i podczas śniadania, jak to często bywało, męczyła mnie sprawami zawodowymi.<br />
- Piotrek, znajdź wreszcie jakąś pracę, od tego siedzenia w domu nic ci dobrego nie przyjdzie – pouczała mnie troskliwie.<br />
- Mamo, ja szukam pracy, ale wie dobrze mama jak teraz jest – odpowiadałem.<br />
- Nie wierzę, że nie ma pracy, jesteś wykształcony, obrotny, spójrz wokół, ci wszyscy ludzie przecież coś robią.<br />
- Tak, ale jakoś mnie nie chcą, co tydzień wysyłam papiery przez Internet do różnych firm – tłumaczyłem jej spokojnie.<br />
- Ten Internet, te maile, to nic nie dają! – denerwowała się – trzeba iść osobiście, chodzić od zakładu do zakładu i pytać! Czas leci, a ja wciąż cię karmię, trzydzieści lat masz, wstydziłbyś się!</p>
<p style="text-align: justify;">         Matka, jak to miała niekiedy w zwyczaju, nadal komentowała moją nieporadność, a ja już byłem myślami przy Beacie. Zastanawiałem się, czy będzie się jej podobać to, co dla niej napiszę. Podjąłem decyzję o sumiennym dopieszczaniu każdego zdania, aby zwrócić uwagę Beaty swym wnikliwym umysłem. Zjadłem śniadanie i poszedłem do czytelni, aby najpierw skompletować bibliografię i potem kolejne dni przeznaczyć na lekturę i notatki. Pod koniec tygodnia chciałem zacząć pisać.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po około połowie miesiąca miałem pierwszy rozdział. Umówiłem się z nią, jak zwykle, w centrum handlowym w czasie jej przerwy. Przybyłem do kawiarni, stałego miejsca spotkań i za chwilę pojawiła się Beata. Ubrana w obcisłe niebieskie dżinsy, jasnobrązowe kozaki i koszulę w subtelną kratkę.<br />
- Dobrze sobie radzisz – powiedziała, uśmiechając się – nie przypuszczałabym, że tak szybko przyniesiesz rozdział.<br />
- Lata praktyki – odparłem.<br />
- Mam nadzieję, że promotor zaliczy to, co napisałeś? – spytała zakłopotana.<br />
- Zaliczy, w końcu od tego jest – odpowiedziałem z nutą pewności, ale też dobrze wiedziałem, że nie może być inaczej, bo odwaliłem kawał dobrej roboty.<br />
- Umówmy się, że zapłacę, jak profesor zaakceptuje, w porządku? – zapytała ponownie.<br />
- Nie ma problemu.</p>
<p style="text-align: justify;">         Wracałem ze spotkania uskrzydlony. Nagle zdałem sobie sprawę, że niewiele trzeba, aby jej zaimponować, choć z drugiej strony przecież wciąż byłem bez pieniędzy i pracy, nic też nie wskazywało na to, że wkrótce to się zmieni. Zatem może niepotrzebnie coś w sobie rozpalałem. Zresztą w tym wieku nie ma już chodzenia do parku i karmienia kaczek czerstwym chlebkiem. Tu muszą być konkrety, czyli: ważne stanowisko w pracy, pozycja społeczna i zdolność kredytowa. A ja przecież tego wszystkiego nie miałem i dobrze wiedziałem, że w przeciągu kilku miesięcy to się nie zmieni.  A zatem cóż mi pozostawało? Leżenie na tapczanie, wpatrywanie się w sufit i słuchanie narzekań matki.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po paru dniach okazało się, że promotor zaakceptował Beacie pierwszy rozdział. Natychmiast do mnie zadzwoniła i podziękowała. Niezwłocznie umówiłem się z nią, aby odebrać zapłatę. Na krótkim spotkaniu Beata opowiadała, że profesor był pod wrażeniem ujęcia tematu, podjętego z właściwą wrażliwością. A problem przedstawiony został rzeczowo i bez zbędnych zawiłości. Wpatrywała się we mnie jak nigdy dotąd, mówiąc to wszystko, ale już byłem myślami przy piwie, które zaraz wypiję, aby rozproszyć gdzieś w zakamarkach pamięci to spojrzenie Beaty, tak czułe, a zarazem pełne zdumienia i szacunku. Wiedziałem dobrze, że z tego nic nie wyjdzie.</p>
<p style="text-align: justify;">         W następnych dniach przystąpiłem do dalszej pracy. Właściwie materiały miałem już skompletowane i dokładnie przejrzane. Pozostawało usiąść przed komputerem i pisać. Po miesiącu miałem już wszystko gotowe, wystarczyło, aby promotor przeczytał to wszystko i ustalił termin obrony. Myślałem jeszcze czasami o Beacie, ale wiedziałem, że nie ma jej nic do zaoferowania. Nie chciałem się z nią spotykać w obawie, że się zaangażuję, choć na spotkaniach w kawiarni wydawała się być mi przychylna. I chyba raz dała do zrozumienia, że warto by było lepiej się poznać. A kiedy otrzymałem całą sumę wraz z przekazaniem jej ostatniego rozdziału, postanowiłem wykasować jej numer w swojej komórce i pozostawić to wszystko poza sobą. Chciałem wrócić do swojego dawnego życia, które choć było nudne, dawało mi poczucie, że nie muszę stawać na głowie, wysilać się i nie wiadomo co jeszcze robić, aby kogoś uszczęśliwiać. Zatem mijały kolejne miesiące. Nawet nie wiedziałem, kiedy rozpoczął się grudzień. Pieniędzy nie chciałem pozbyć się zbyt szybko, bo nie miałem nowych zleceń. Jak zwykle wolałem sufitować, słuchając cicho radia i od czasu do czasu zapadając w płytką drzemkę. I podczas oddawania się któregoś razu tej przyjemności zadzwonił telefon. To był Łukasz.<br />
- Cześć, a ty nie zapomniałeś o czymś? – spytał z pretensją.<br />
- No tak, twoja prowizja – przypomniałem sobie.<br />
- Ja wiem, że Beatka potrafi trochę zakręcić w głowie, ale interesy to interesy, pilnuj ich – mówił Łukasz &#8211; to kiedy się umówimy, aby się rozliczyć?<br />
- W sobotę, przy piwku, w naszym pubie – odparłem i po chwili się rozłączyliśmy.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zupełnie zapomniałem o Łukaszu. Dobrze, że nie wydałem wszystkich pieniędzy. Zjawiłem się w sobotę o umówionej porze w lokalu. Łukasz już czekał przy piwie. Poszedłem do baru zamówiłem piwo dla siebie, podszedłem do stolika i przywitałem się z nim. Przekazałem mu jego dolę za nagranie zlecenia. Zaczęliśmy rozmawiać, aż w końcu Łukasz zadał pytanie, które jakby otrząsnęło mnie z letargu, w jakim tkwiłem:<br />
- Piotrek, co robisz w Sylwestra?<br />
- No tak, Sylwester – odparłem zniechęcony – nie zastanawiałem się nad tym zupełnie.<br />
- I to jaki, zbliża się 2012, koniec świata, tak wynika z kalendarza plemion indiańskich, nie słyszałeś o tym?<br />
- Oczywiście, że słyszałem, każdy chyba o tym wie – odpowiedziałem – ale chyba ten koniec nas ominie.<br />
- Mniejsza o to, jest impreza pod miastem – zachęcał – wieś, duży dom, no i Beatka będzie.<br />
Nagle zadrżałem. Pogrzebałem ją już gdzieś w swojej pamięci, a tu pojawia się przede mną okazja do wspólnej zabawy. Mimo to nie okazałem zakłopotania i powiedziałem w miarę spokojnym głosem:<br />
- W porządku, jeszcze się zastanowię.</p>
<p style="text-align: justify;">         Dopiłem piwo i postanowiłem wracać. Łukasz jeszcze został w pubie. Nie miał zbyt wielu okazji, by wymknąć się z domu. Ja już chciałem zasnąć. W drodze powrotnej myślałem o Beacie, któż wie, może to ona nakłoniła Łukasza, abym pojawił się na sylwestrowej imprezie? Być może snuła jakieś plany dotyczące mojej osoby? Te pytania zaczęły zaprzątać moją uwagę coraz bardziej, i nie wiedziałem, jak do tego się odnieść. Czy może rzeczywiście należałoby zawalczyć, dokonać jakieś istotnej zmiany w życiu. Beznadzieja, w której tkwiłem, w końcu nie mogła trwać w nieskończoność.  I wszedłem do domu z myślą, że pojadę się nieźle zabawić.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zaczęła się druga połowa grudnia. Spadł śnieg, a jego gęsty puch przywarł do gałęzi drzew i krzewów. Słoneczne światło podkreślało jaskrawą śnieżną biel, a i mroźne powietrze sprawiło, że czułem się rześki i radosny. Przechadzałem się parkiem, chłonąc tę wspaniałą aurę i zapominając o jesiennym smutku, który mi do niedawna towarzyszył. Wszystko dookoła stało się jakby bardziej intensywne i pełne świeżej energii, która na dobre mnie przebudziła i zaczęła napędzać optymizmem. Zdałem sobie sprawę, że moje życie może się zmienić, a Beata może mogłaby być kimś, kto dostarczyłby mi siły, aby ta zmiana się dokonała. Dlaczego miałem tkwić na dnie, nie próbując się od niego odbić? A miałem poczucie, że teraz mam w sobie coś, co mogłoby mnie zmobilizować, co mogłoby sprawić, że zacisnę zęby i wreszcie zacznę działać.</p>
<p style="text-align: justify;">         Święta minęły w bardzo spokojnej atmosferze. Matka jak zwykle życzyła mi znalezienia pracy i poukładania swojego życia, a ja jej waloryzacji emerytury w przyszłym roku. Zjedliśmy skromną kolację wigilijną, porozmawialiśmy. Ot nic szczególnego, po prostu święta jak święta. Za to w drugi dzień Bożego Narodzenia zadzwonił Janek. Nieoczekiwanie dostał urlop i przyjechał do rodziców. Spędzał z nimi pierwsze święta od trzech lat. A i o mnie nie zapomniał, i natychmiast po obiedzie wybraliśmy się na piwo. Gdy znaleźliśmy się w knajpce i zamówiliśmy naszego Żywca, Janek powiedział:<br />
- Co robisz w Sylwestra, chętnie bym wybrał się na jakąś imprezę, tak dawno nie obchodziłem jej tutaj?<br />
- Jadę pod miasto do domku na zabawę – odparłem.<br />
- Zabierz mnie, dobrze by było spędzić ją razem, od tak długiego czasu – zaproponował z błyskiem w oku – nie wiem, czy znasz ten kalendarz Inków, w 2012 ma nastąpić koniec świata.<br />
- Ale chyba nie wierzysz w tę bzdurę? – zapytałem<br />
- Oczywiście, że nie – odpowiedział – to tylko taki dodatkowy, jakby to powiedzieć, plus, taki smaczek.<br />
- To jedź ze mną na wieś – odparłem – zabawimy się.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zamówiliśmy jeszcze po piwie. Janek narzekał na życie emigracyjne. Tęsknota i samotność zaczęły go coraz bardziej nękać. Chciałby powrócić do kraju, ale nie wierzył, że są w nim dla niego perspektywy. Twierdził, że żyje w zawieszeniu. Choć ma pieniądze i zapewniony byt, to nie czuje się zrealizowany. Pocieszałem go, jak mogłem, mimo że byłem w gorszym położeniu. W końcu postanowiliśmy wracać z myślą, że w Sylwestra odbijemy sobie nasze zmartwienia.</p>
<p style="text-align: justify;">         Nadszedł Sylwester. Chciałem zrobić dobre wrażenie na Beacie, więc starannie wyprasowałem koszulę i dżinsy. Wyciągnąłem z szafy marynarkę, która wciąż jeszcze na mnie dobrze leżała. Wcześniej umyłem i ułożyłem włosy. Oczywiście dokładnie się ogoliłem. A na koniec delikatnie spryskałem się perfumami, które trzymałem na specjalne okazje. Kiedy byłem już gotowy, zadzwoniłem do Janka. Przyszedł szybko, mieszkał w bloku naprzeciwko, więc kiedy zjawił przed klatką, szybko zaszliśmy do sklepu i kupiliśmy alkohol. Następnie poszliśmy w stronę dworca autobusowego, gorączkowo snując scenariusze dzisiejszej nocy. Nie wiedzieliśmy za bardzo, co nas spotka, i z kim nam przyjdzie się bawić. W końcu weszliśmy do autobusu i zapłaciliśmy kierowcy za bilety. Dotarliśmy na miejsce. Wieś była mała, zaniedbana. Mijaliśmy jakieś małe domy z obdrapaną elewacją, jakieś budynki gospodarcze, których drzwi pod wpływem wiatru skrzypiały na zardzewiałych zawiasach, jakby zaraz miały się rozsypać. Gdzieniegdzie stały opuszczone nieużytki z czerwonej cegły z zerwanymi dachami. Minęliśmy mieszkańca, który, na podwórku za ogrodzeniem, powoli i ospale wykonywał codzienne czynności. Miałem wrażenie, że czas tutaj zamarł, zupełnie jakby ugrzązł w jakiejś pętli, z której nie mógł się uwolnić, tracąc przy tym swoje zwykłe, miarowe tempo.</p>
<p style="text-align: justify;">          W końcu dotarliśmy pod dom, w którym mieliśmy spędzić noc. Nie był specjalnie okazały, ale w porównaniu z tymi, które minęliśmy, wypadał znakomicie. Drzwi otworzył nam Łukasz. Przedstawiłem go Jankowi. Weszliśmy do środka. Dobiegła nas muzyka rozlegająca z salonu. Było to niemieckie techno o zimnym brzmieniu i pulsującym, prymitywnym rytmie. Zdjęliśmy kurtki i weszliśmy do środka. Na sofach siedziało kilku młodych mężczyzn, popijając piwo, a wśród nich cztery dziewczyny z długimi szklankami wypełnionymi do połowy kolorowymi drinkami. Łukasz przedstawił nam wszystkich. Beaty jeszcze nie było. Pomyślałem, że pewnie chce zrobić wrażenie i ze skrupulatnym rozmysłem czesze włosy, nakłada makijaż i dobiera kreację. Rozsiedliśmy się w salonie, niemiecko techno wibrowało, niczym natrętny szerszeń, który próbuje dopaść swoją ofiarę. Otworzyliśmy pierwsze piwo i zaczęliśmy rozmawiać. Od czasu do czasu przewijał się stały wątek związany z imprezą, czyli to, czy dzisiejsza noc będzie naszą ostatnią nocą na ziemi i nastąpi po niej kataklizm, na który wskazywał indiański kalendarz. Wszystkie te domysły miały charakter żartu, zagrzewającego do zabawy, bo skoro koniec tuż tuż, nie pozostawało nic innego, jak doczekać go upojonym i roztańczonym, choćby w rytmie elektronicznej muzyki.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po dwudziestej pierwszej pojawiła Beata. Ubrana w białą koszulę i pomarańczową skórzaną spódniczkę mini, odsłaniającą proporcjonalne i wyważone kształty ud pokrytych białymi pończoszkami. Makijaż podkreślał twarz odrobinę zanadto, duże oczy miotały szybkim, żwawym spojrzeniem, a umalowane usta błyszczały w świetle przyciemnionych, pokojowych lamp. Sprawiała wrażenie wyzywającej celebrytki o zdecydowanych gestach, która pomyliła adresy, bo powinna znaleźć na jakimś balu dla VIP-ów. A i sam Janek w pierwszej chwili spoglądał na nią zdezorientowany, ale po chwili odzyskał pewność siebie.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po kilku chwilach impreza zaczęła się rozkręcać. Pojawiły się pierwsze osoby, które zaczęły poruszać się w mechanicznym rytmie tej muzyki. A spożywany systematycznie alkohol potęgował euforię i wywoływał coraz odważniejsze zachowania. W pewnym momencie, gdy byłem już po trzech piwach, podszedłem do Beaty, aby porozmawiać. Sączyła niebieskiego drinka z grapefruitem, i jej twarz wydawała się już nieco rozweselona.<br />
-Jak tam, jesteś po obronie? – spytałem<br />
- Tak, w dodatku dostałam piątkę – odpowiedziała – któż by się spodziewał, że napiszę tak dobrą pracę. A co u ciebie profesorku?<br />
- Jakoś żyję – odparłem.</p>
<p style="text-align: justify;">          Rozpoczęliśmy luźną konwersację, taką, jaka zwykle odbywa się w takich okolicznościach. Nic na poważnie, tylko lekka wymiana zdań w atmosferze karnawałowego żartu. Po chwili dołączył do nas Janek. Zaczął jej opowiadać o Dublinie o tym, jak dobrze mu się tam powodzi, że warunki pracy są nieporównywalnie lepsze, a pieniędzy jest więcej. Beata słuchała go z zainteresowaniem i chyba mu trochę zazdrościła. W końcu centrum handlowe nie było wymarzonym miejscem pracy. Często kończyła obowiązki o dwudziestej drugiej i miała trochę tego dosyć. Poszliśmy do kuchni coś przekąsić. Usiedliśmy przy stole, na tekturowe tacki nałożyliśmy sobie trochę sałatki, do której otworzyliśmy butelkę wódki i karton soku z czarnej porzeczki. Rozmawiało nam się coraz lepiej. Temat życia zawodowego na szczęście porzuciliśmy i zaczęliśmy nieśmialo flirtować, a w miarę wypijania kolejnych kieliszków wódki, flirt ten nabierał rumieńców i pikanterii. W końcu zdecydowałem, że na moment opuszczę ich i zapalę papierosa przed domem, bo poczułem, jak od wypitego alkoholu robi mi się gorąco. Poszedłem do przedpokoju i z kurtki wyciągnąłem paczkę Marlboro. Otworzyłem drzwi i znalazłem się na podwórku. Noc była cicha, a mroźne powietrze przyjemnie szczypało moje rozgrzane policzki. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się, spoglądając w porozrzucane na ciemnym niebie gwiazdy. W oddali majaczył widmowy kształt lasu, a przed nim wiła się mała asfaltowa dróżka skromnie oświetlona latarniami. I kiedy kończyłem palić, poczułem, że już jestem trochę wstawiony, że wódka i piwo powoli robiły swoje. Zgasiłem papierosa i wróciłem do domu. Ściągnąłem w przedpokoju kurtkę i od razu poszedłem się do kuchni. Widok, który tam zastałem, sprawił, że nagle zbladłem i osłupiałem. Zobaczyłem, jak Beata siedzi na kuchennym stole, obejmując ramionami Janka i przetrzymując jego tułów między swoimi udami. Spleceni ze sobą całowali się namiętnie. Dobrze, że jeszcze nie rozpiął jej koszuli, bo tego bym już nie zniósł.  Ale i tak momentalnie poczułem jak wzbiera we mnie rozpacz, jak rozdziera mnie coś od wewnątrz. Janek pewnie omamił ją wizją dostatniego życia w Dublinie, a potem postanowił skorzystać z okazji, nie wiedząc, że ja naprawdę zaczynałem czuć coś do tej dziewczyny. Być może to była dla mnie szansa. Szansa jaką los zsyłał mi bardzo rzadko, a na kolejną zapewne będzie trzeba długo poczekać. Wszedłem do salonu. Miałem wrażenie, że podłoga uginała się pod wpływem tańczących ludzi. Niemieckie techno zagrzewało ich do wykonywania bezmyślnych ruchów, a alkohol skutecznie otępiał ich poczucie zdrowego rozsądku. I ja też taki chciałem się stać, jak bezrozumne zwierzę podczas orgii, ale wewnątrz siebie wyłem, jakbym był pokąsany przez swojego drapieżcę. Zacząłem wlewać w siebie wódkę. Nie nalewałem jej już nawet do kieliszka, a przechylałem bezpośrednio z butelki do gardła, jakbym tkwił w jakimś rozpaczliwym amoku, próbując go ukoić alkoholem. Spojrzałem na zegarek, zbliżała się północ. I w końcu przypomniałem sobie, że dzisiaj miała być ostatnia noc na ziemi, że przecież ma nastąpić koniec świata. Zacząłem rozpaczliwie się śmiać, przywołując tym śmiechem kataklizm. Zresztą nieważne, koniec świata pewnie i tak dzisiaj nie nadejdzie, ale za to nadszedł mój prywaty, indywidualny koniec. Pociągnąłem jeszcze trochę wódki z butelki. A goście po chwili spostrzegli, że do Nowego Roku zostało raptem kilka minut. Po paru chwilach zebrali się wszyscy i zaczęli chórem odliczać sekundy: 12, 11, 10&#8230; Chciałem do nich dołączyć i krzyczeć wraz nimi. Wstałem z fotela i podszedłem kilka kroków, ale zdałem sobie sprawy, że jestem już zachlany prawie do nieprzytomności. I kiedy oni miarowo wykrzykiwali już: 5, 4, 3, ja poczułem, że tracę równowagę, że moje nogi są chwiejne i słabe, że mój zamroczony umysł zaczyna wirować jak bęben w pralce i upadam na twarz wprost w miękką czeluść podłogowej wykładziny.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/anna-mondrzejewska/" title="Anna Mondrzejewska" rel="tag">Anna Mondrzejewska</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/gnida/" title="Gnida" rel="tag">Gnida</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/opowiadanie/" title="opowiadanie" rel="tag">opowiadanie</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/proza/" title="proza" rel="tag">proza</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/12/15/gnida/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Egzystencja bezkresna</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/12/01/egzystencja-bezkresna/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/12/01/egzystencja-bezkresna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Dec 2011 08:16:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Chmurdalia]]></category>
		<category><![CDATA[Joanna Bator]]></category>
		<category><![CDATA[Kamila Nawrot]]></category>
		<category><![CDATA[Piaskowa Góra]]></category>
		<category><![CDATA[WAB]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1131</guid>
		<description><![CDATA[recenzja Kamila Nawrot &#160; Nie sposób przygodność losu ludzkiego mierzyć miarą logiki. Fragmentaryczność, zbieżność, a jednocześnie nieprzewidywalność zdarzeń stanowią o codzienności. Najnowsza powieść Joanny Bator „Chmurdalia” utkana jest z przypadkowych losów, zawiłych niczym pajęcza sieć. Historie bohaterów, które przędą tę sieć, zaplątują się w sobie, przenikają wzajemnie i raz w nią złapane, mocują się niczym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>recenzja</h6>
<h1 style="text-align: right;">Kamila Nawrot</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/12/Chmurdalia1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1133" title="Chmurdalia" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/12/Chmurdalia1-191x300.jpg" alt="" width="191" height="300" /></a><strong>Nie sposób przygodność losu ludzkiego mierzyć miarą logiki. Fragmentaryczność, zbieżność, a jednocześnie nieprzewidywalność zdarzeń stanowią o codzienności. Najnowsza powieść Joanny Bator „Chmurdalia” utkana jest z przypadkowych losów, zawiłych niczym pajęcza sieć. Historie bohaterów, które przędą tę sieć, zaplątują się w sobie, przenikają wzajemnie i raz w nią złapane, mocują się niczym w zasadzce życia, rodziny, pokolenia, historii i płci.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1131"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Genealogia rodziny Chmurów rozpoczyna się we wcześniejszej książce Joanny Bator „Piaskowej Górze.”. Tu autorka sytuuje swoje postacie &#8211; ociosane żelaznym narzędziem PRL-owskiej cenzury &#8211; w Śląsku. Z kolei „Chmurdalia” jest wyjściem poza wyłączność owej rzeczywistości, a szlak ten przedziera główna bohaterka i najmłodsza z rodu Chmurów – Dominika Chmura. I tak jak w pierwszej części historii Chmurów obce kraje, symboliczny Eneref były fantomem, egzotycznymi marzeniami, tak w „Chmurdalii” świat poza  granicami kraju staje się realnością. Toteż parafrazując tytuł powieści (zaczerpnięty skądinąd z leśmianowskiej poetyki) „chmur &#8211; dali” to docieranie do bezkresu marzeń, zaproszenie do konfrontowania z możliwością szczęścia, ale bólu i cierpienia.</p>
<p>Historia bohaterów Bator jest wielogłosowa, wiedziona w nielinearnej, ruchomej przestrzeni. W „Chmurdalii” nie ma skonkretyzowanego centrum. Presja dynamiki i zmienności organizuje powieściową rzeczywistość. Zwłaszcza obszar doświadczeń i eksploracji z udziałem Dominiki, który sytuuje się poza jakimkolwiek układem, poza planem na życie, wymyka się czasowi zastanemu, na rzecz życia tu i teraz. W istocie symptomem zachowań Dominiki Chmury jest ucieczka &#8211; czy to przed wołającym z oddali duchem przeszłości, czy przed zapachem śmierci, a również i ucieczką przed krępującym gorsetem społeczno &#8211; rodzinnych norm.</p>
<p>W powieści Bator relacja matka &#8211; córka nie funkcjonuje, ich światy nie są wspólnotą przeżyć. Dominika świadomie odłącza się od pra- materii, matki, przerywa pępowinę, hołubi swoją wsobność, roztaczając dystans, także swoją innością, mówiąc językiem powieści aurą „homoniewiadomo” . Natomiast w zgoła odmiennej sytuacji żyje matka Jadwiga, która matczyną troską i nadgorliwością uczuć chciałaby uładzić i zatrzymać przy sobie dziecko, a za wymarzoną formułę wspólnego świata przyjmuje scenariusz rodem z serialowej Dynastii. A jednak układ matki i córki w powieści Joanny Bator, mimo sprzecznych modeli życia oraz różnic poglądów, jest jednym z istotniejszych determinantów. Między Jadzią a Dominiką, a także innymi bohaterkami m.in. Sarą – Grażynką, Eulalią – Dominiką, czy Dominiką – Sarą buduje się swoista siostrzana wspólnota, sfera kobiecego kodu.  Matka – kobieta &#8211; rodzicielka bowiem pieczętuje nasze istnienie, jest – chcąc nie chcąc – nieodwołalnie wpisana w przeznaczenie ludzkości. Podążając tropem myślowym feministki Lucy Irigaray „ciało – w &#8211; ciało z matką”, Bator uprawomocnia genealogię kobiet, wiążąc w jedną opowieść losy prababek, córek, historie kobiet z czasu wojny z teraźniejszymi. Postacie żeńskie &#8211; jak warto zauważyć &#8211; w obu tomach powieści o rodzie Chmurów są siłą wodzącą, stoją na straży arche – matki, tkają wespół całą historię  (przypowieść o syrenach, odwołanie do hotentockiej Wenus). Dlatego język powieści ma bardzo cielesną wymowę, przepełniony zmysłami, węchem, metafizyką  ruchu (taniec Grażynki).</p>
<p>U Joanny Bator ten, który potrafi być sam ze sobą, ze swoją innością, samotnością, wkracza w granice dojrzałości, stan samoświadomości. Świadomość swojego losu pozwala bohaterce Dominice stanąć o krok od niego, czyli własnego przeznaczenia. Historie ludzkie w „Chmurdalii” &#8211; mimo że osobne, to dialogują ze sobą, nakładają się na siebie, przenikają, odkształcając w ten sposób – choćby minimalnie &#8211; los oraz bieg zdarzeń życia drugiego człowieka. Dla Dominiki w powieści otwarcie nowej przestrzeni, furtki na świat nastąpiło brutalnie, był to moment graniczny, czyli trauma wypadku. Odtąd,  jak w zasadach perpetuum mobile, zaczyna się wieczny ruch do świata i dążenie ku Innemu.</p>
<p>„Chmurdalia” Joanny Bator jest ornamentem, mozaiką złożoną z wielu ludzkich historii, z popękanych i potłuczonych przez doświadczenie skrawków i odłamków egzystencji. Spoiwem wiążącym je jest sens języka, dialogu, która dopełnia i nasyca istnienie bohaterów. Niewątpliwie w przypowieści Bator zwycięża otwartość i zdolność do stwarzania samego siebie w konfrontacji z dynamiką życia i żywiołem doświadczeń czy to szczęśliwych, czy trudnych, ale zawsze poddanych próbie wyzwania.</p>
<p style="text-align: justify;">Autor: Joanna Bator<br />
Tytuł: Chmurdalia<br />
Wydawnictwo: WAB<br />
Rok: 2010<br />
ISBN: 978-83-7414-737-8</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/chmurdalia/" title="Chmurdalia" rel="tag">Chmurdalia</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/joanna-bator/" title="Joanna Bator" rel="tag">Joanna Bator</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/kamila-nawrot/" title="Kamila Nawrot" rel="tag">Kamila Nawrot</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/piaskowa-gora/" title="Piaskowa Góra" rel="tag">Piaskowa Góra</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/wab/" title="WAB" rel="tag">WAB</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/12/01/egzystencja-bezkresna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dramat jaźni w &#8222;Ślubie&#8221; Witolda Gombrowicza</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/11/15/dramat-jazni-w-slubie-witolda-gombrowicza/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/11/15/dramat-jazni-w-slubie-witolda-gombrowicza/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Nov 2011 07:31:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytelnia]]></category>
		<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Dziennik]]></category>
		<category><![CDATA[Forma]]></category>
		<category><![CDATA[Jacques Lacan]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Błoński]]></category>
		<category><![CDATA[Leon Bielski]]></category>
		<category><![CDATA[Ślub]]></category>
		<category><![CDATA[Witold Gombrowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Włodzimierz Maciąg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1116</guid>
		<description><![CDATA[esej Leon Bielski &#160; Zapraszamy do lektury eseju Leona Bielskiego na temat dramatu &#8222;Ślub&#8221; Witolda Gombrowicza. Bielski przygląda się w nim przede wszystkim zagadnieniu formy, a więc głównemu tematowi twórczości Gombrowicza, pokazując zarazem jej wymiar kulturowy i psychologiczny.&#8221; Ślub&#8221; w znakomity sposób przedstawia uwikłanie jednostki w role społeczne i nieodłącznie związaną z nimi formę, jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>esej</h6>
<h1 style="text-align: right;">Leon Bielski</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Leszek_%C5%BBebrowski_%C5%9Alub_Teatr_Teraz.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1117" title="Leszek_Żebrowski_Ślub_Teatr_Teraz" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Leszek_%C5%BBebrowski_%C5%9Alub_Teatr_Teraz-205x300.jpg" alt="" width="205" height="300" /></a><strong>Zapraszamy do lektury eseju Leona Bielskiego na temat dramatu &#8222;Ślub&#8221; Witolda Gombrowicza. Bielski przygląda się w nim przede wszystkim zagadnieniu formy, a więc głównemu tematowi twórczości Gombrowicza, pokazując zarazem jej wymiar kulturowy i psychologiczny.&#8221; Ślub&#8221; w znakomity sposób przedstawia uwikłanie jednostki w role społeczne i nieodłącznie związaną z nimi formę, jest z pewnością znakomitym dziełem ważnego dramaturga oraz najwybitniejszego polskiego prozaika XX wieku.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1116"></span></p>
<h3 align="center"><strong>Dramat jaźni w &#8222;Ślubie&#8221; Witolda Gombrowicza</strong></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Ślub</em> Gombrowicza doczekał się wielu różnych interpretacji. Wynika to z filozoficznego charakteru tego utworu, a także z trudności, jakich przysparza rozumienie pojęcia formy. Termin ten wymyka się precyzyjnej definicji, gdyż może on obejmować szereg zagadnień z dziedziny kultury czy życia społecznego. Przy interpretacji formy wskazuje się często na pokrewieństwa z innymi koncepcjami filozoficznymi, jak choćby z psychoanalizą (forma przypomina tutaj zinterioryzowane zakazy społeczne – „superego”) lub nietzscheanizmem (gdzie forma jakby krępuję „wolę mocy”). Jednak zawsze przeciwstawiona jest takim jakościom jak wolność, ruch, chaos, energia, spontaniczność. Forma jest czymś zastygłym, niezmiennym i krępującym, ale jest także porządkiem, czymś, dzięki czemu człowiek może rozumieć rzeczywistość.</p>
<p>Idea dramatu, jak to objaśnia autor, ukazuje proces tworzenia się ludzkiej świadomości, czyli rozumienia i postrzegania siebie oraz innych, <em>który dokonywa się poprzez Formę: to znaczy, że ludzie, łącząc się między sobą, narzucają sobie nawzajem taki czy inny sposób bycia, mówienia, działania.. i każdy zniekształca innych, będąc zarazem przez nich zniekształcony<a title="" href="#_ftn1"><strong>[1]</strong></a></em>. Jaźń jest zatem tą częścią psychiki, w której tworzy się obraz naszej osoby (i innych osób) i który  zawsze jest zniekształcony i subiektywny.</p>
<p>Henryk, główny bohater dramatu, powoli uświadamia sobie tę zależność interakcji społecznych przy tworzeniu się jaźni. W jednej z jego wypowiedzi czytamy:</p>
<p><em>Świętość, majestat, władza, prawo, moralność, miłość, śmieszność, głupota, mądrość, wszytko wytwarza się z ludzi, jak alkohol z kartofli<a title="" href="#_ftn2"><strong>[2]</strong></a></em> .</p>
<p>Jaźń jest tu rozumiana jako świadoma część psychiki, która determinuje formy naszej aktywności, sposoby zachowania, mówienia itp., w społeczeństwie. Percypuje ona rzeczywistość, ale też i na nią reaguje w określony sposób. Henryk pragnie się uniezależnić od tych czynników kształtujących ludzką osobowość, chce absolutnej wolności i swobody:</p>
<p><em>Odrzucam wszelki ład, wszelką ideę<br />
Nie ufam żadnej abstrakcji, doktrynie<br />
Nie wierzę ani w Boga, ani w Rozum!<br />
Dość już tych Bogów! Dajcie mi człowieka!<br />
Niech będzie, jak ja, mętny, niedojrzały<br />
Nieukończony, ciemny i niejasny<br />
Abym z nim tańczył! Bawił się! Z nim walczył!<br />
I jego gwałcił, w nim się kochał, na nim<br />
Stwarzał się wciąż na nowo, nim rósł i tak rosnąc<br />
Sam sobie dawał ślub w kościele ludzkim!<a title="" href="#_ftn3"><strong>[3]</strong></a></em></p>
<p>Zatem bohater wolność tę chce osiągnąć  poprzez akt ślubu, który byłby zawarty niezgodnie z obowiązującymi obyczajami. Przypomina to także – o czym już była mowa – nietzscheańską „wolę mocy”. Człowiek, który przyjmuje jakąś formę, skazuje się na pewnego rodzaju więzienie i tym samym pozbawia się tkwiącej w nim kreatywnej siły. Unika wysiłku twórczego, ale przez to zyskuje poczucie bezpieczeństwa. Wszelka zmiana dotychczasowej formy wiąże się z niebezpieczeństwem i pociąga za sobą ryzyko buntu ze strony innych ludzi. O tym aspekcie Gombrowiczowskiej teorii formy wspomina Włodzimierz Maciąg:</p>
<p><em>(&#8230;) [energia] wiecznie chce tworzyć. I nie uznaje kształtów gotowych. Zachwycać się więc nimi nie może, bo to oznaczałoby sprzeniewierzenie się wartości najistotniejszej: przejawianiu się energii w procesie wyłaniania się kształtów<a title="" href="#_ftn4"><strong>[4]</strong></a>.</em></p>
<p>Dramat pokazuje, że takie całkowite uwolnienie się z zastanych form jest niemożliwe. Nikt nie może istnieć poza formą, gdyż równałoby się to życiu w chaosie. Świadomość ludzka „kawałkuje” rzeczywistość, nadaje jej określone kształty i tym samym ją spłyca, ale proces ten daje nam możliwość rozumienia tej rzeczywistości. Formy można jedynie zmieniać, stare zastępować nowymi, jednak nie można ich całkowicie wyeliminować.</p>
<p>Nawet gdy bohater jest sam i nie styka się bezpośrednio z innymi postaciami, to czuje, że zachowuje się nienaturalnie; forma całkowicie przenika nasze życie psychiczne:</p>
<p><em>Teraz, gdy jesteś sam, zupełnie sam, mógłbyś przynajmniej zawiesić na chwilę twoją<br />
nieustanną recytację<br />
Tę fabrykację słów<br />
Twoją produkcję gestów&#8230;<br />
Lecz ty, nawet gdy jesteś sam, udajesz, że jesteś sam, ty wciąż tylko (&#8230;)<br />
Udajesz siebie samego<br />
Nawet przed samym sobą<a title="" href="#_ftn5"><strong>[5]</strong></a>.</em></p>
<p>W dramacie ujawnia się jeszcze inny ważny problem związany z formą. Struktura osobowości człowieka posiada jakby różne stopnie głębokości, utrwalenia się pewnych zachowań i hierarchii wartości. Najłatwiej nam jest manipulować zachowaniem, które, można powiedzieć, zależy od przygodnych okoliczności i dotyczy najbardziej powierzchownych reakcji i emocji. Henryk zjawisko to nazywa „dostrajaniem się”:</p>
<p><em><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Witold_Gombrowicz.jpeg"><img class="alignleft size-full wp-image-1119" title="Witold_Gombrowicz" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Witold_Gombrowicz.jpeg" alt="" width="182" height="276" /></a>(&#8230;)zachowaj pozory<br />
Nie daj po sobie poznać, żeś pijany, ha, ha (widzicie, jak jasno zdaje sobie sprawę) i niech nikt nie pozna, żeś pijak.<br />
Więc jak kto mnie uprzejmie zagadnie, to ja do niego z całą uprzejmością, ach, ach, tak, tak!<br />
A jeśli ktoś z powagą do mnie, to ja do niego z całą powagą, ho, ho, w rzeczy samej, tak, tak!<br />
A jeśli ktoś po pijanemu do mnie, to i ja po pijanemu, bum, bum, hoc, hoc<a title="" href="#_ftn6"><strong>[6]</strong></a>.</em></p>
<p>Są to zachowania nie wykraczające poza powszechnie przyjęty system wartości. Nie wprowadzają one zamętu do porządku społecznego. Inaczej jest z warstwami głębokimi. Tutaj wszelka zmiana niesie ze sobą nierzadko groźne konsekwencję i wymaga dużego wysiłku przy podjęciu decyzji. Przypomina to przekraczanie zakazów „superego” w teorii psychoanalizy. Henrykowi z wielkim trudem przychodzi bunt przeciwko ojcu i jego władzy.</p>
<p>Niezwykle ważną funkcję w kreacji własnego „ja” pełni w dramacie język, jak to stwierdza Henryk:</p>
<p><em>Słowa wyzwalają w nas pewne stany psychiczne&#8230; kształtują nas&#8230; stwarzają między nami rzeczywistość&#8230;<a title="" href="#_ftn7"><strong>[7]</strong></a></em></p>
<p>Człowiek zatem buduje sobie obraz świata (i siebie) za pomocą słów, które nie nazywają bezpośrednio rzeczywistości, lecz ją interpretują i tworzą. Występuje tutaj pewne pokrewieństwo z teorią psychoanalityczną Jacques’a Lacana, na co wskazuje Michał Paweł Markowski<a title="" href="#_ftn8">[8]</a>. W koncepcji tej język stanowi pewien porządek symboliczny, w którym człowiek, wraz z nauką mówienia, „zatraca” jakby swoją prawdziwą tożsamość. Jednocześnie żaden podmiot nie jest w stanie wyrazić siebie (czy świat) inaczej niż w znakach języka. Zatem to, jak postrzegamy siebie i innych, jest zapośredniczone poprzez język. W nim tworzy się spójny obraz siebie  i świata, który tym samym porządkuje się i nabiera znaczenia, ale jest to obraz nieprawdziwy. Podobnie wydaje się twierdzić Henryk, gdy mówi, że <em>(&#8230;) to nie my mówimy słowa, lecz słowa nas mówią</em><a title="" href="#_ftn9">[9]</a>. Ponadto konsekwencją używania języka jest także subiektywny punkt widzenia w postrzeganiu innych ludzi; <em>To syn mnie mówi</em><a title="" href="#_ftn10">[10]</a>, jak to stwierdza w dramacie Ojciec.</p>
<p>Interesujące odczytanie dramatu Gombrowicza zaproponował  Jan Błoński w swojej krótkiej rozprawie zatytułowanej <em>„Ślub” jako tragedia psychoanalityczna</em><a title="" href="#_ftn11">[11]</a>. Cały dramat, jaki rozgrywa się na scenie, należy rozumieć jako subiektywną projekcję nieświadomych pragnień głównego bohatera, które ujawniają się w symbolicznej, pogmatwanej i ocenzurowanej formie:</p>
<p><em>Wszystko jest „wykręcone” [we śnie] , ale dlaczego? Bo „zaszpuntowane i zakneblowane”: gdyby Henryk mógł przyznać się do swoich pożądań i obrzydzeń, wszytko stałoby się proste, nabyło zwierzęcej niewinności. Ale tak przecież nie jest, bo zakaz jest kulturą i – w swoim działaniu – buduje Henryka jako jednostkę<a title="" href="#_ftn12"><strong>[12]</strong></a>.</em></p>
<p>W tym subiektywnym dramacie uaktywniają się najniższe pragnienia Henryka, które w rzeczywistym świecie, na jawie, są spychane do podświadomości. Owe pragnienia symbolizuje postać Pijaka, który nakłania bohatera do odrzucenia krępujących sferę „id” zasad kultury, a więc „superego”. Ma się to dokonać poprzez symboliczny akt usunięcia postaci Ojca i zagarnięcia jego władzy. Ponadto seksualizm Henryka pragnie się zrealizować w nieprzyzwoitej i obscenicznej postaci, co symbolizuje niski status społeczny jego wybranki Mani. Zatem sen Henryka jest symboliczną reprezentacją konfliktu między siłami libido a panującym porządkiem moralnym. Bohater chce uzyskać absolutną władzę i narzucić nowe zasady, które nie kolidowałyby z siłami „id”:</p>
<p><em>Henryk niejako stręczy Manię, lubuje się możliwością pijaństwa, orgii, rozpasania.. (&#8230;) Nie tyle Mani splugawionej pragnie, ile Mani splugawionej i uczczonej: inaczej mówiąc, chce uprawomocnić, narzucić innym swój fantazmat!<a title="" href="#_ftn13"><strong>[13]</strong></a></em></p>
<p>Ostatecznie Henryk ponosi klęskę. Powodowany zazdrością namawia przyjaciela Władzia do samobójstwa, jednak siły „superego” biorą górę i wywołują w nim poczucie winy. W ostatniej scenie każe się uwięzić, co jest symbolem „uwięzienia” w kulturze, a także karą za próbę przekroczenia jej zasad.</p>
<p>Ludzka kondycja zarysowana w dramacie jest z pewnością pesymistyczna. Człowiek zdaje się żyć w jakimś wyimaginowanym świecie, nie może odpowiedzieć na pytanie, kim jest lub jaki jest naprawdę (i czy takie pytania mają w ogóle sens?). Wszystko tworzy się poza nim. Formy jego zachowania, sposoby percepcji i rozumienia świata zewnętrznego są subiektywną projekcją.  Jedyne, co może zrobić, to uświadomić to sobie i poszukać dla siebie formy najbardziej odpowiedniej i twórczej. Przyjąć ponadto, że nigdy nie może żyć bez formy, ani nie może stworzyć formy całkowicie swojej:</p>
<p><em>Wieczysty aktor, ale aktor naturalny, ponieważ sztuczność jest mu wrodzona, ona stanowi cechę jego człowieczeństwa – być człowiekiem to znaczy być aktorem &#8211; być człowiekiem to znaczy udawać człowieka – być człowiekiem to „zachowywać się” jak człowiek, nie będąc nim w samej głębi – być człowiekiem to recytować człowieczeństwo. (&#8230;) Przecież nie tak, że człowiek ma się pozbyć swej maski – gdy poza nią nie ma żadnej innej twarzy – tu tylko można żądać, aby uprzytomnił sobie swoją sztuczność i ją wyznał<a title="" href="#_ftn14"><strong>[14]</strong></a></em></p>
<p>- jak to stwierdza Gombrowicz w <em>Dzienniku</em>.</p>
<hr align="left" size="1" width="33%" />
<div>
<p><a title="" href="#_ftnref1">[1]</a> W. Gombrowicz, <em>Ślub,</em> [w:] <em>Dzieła t. 4,</em> Kraków 1988, s. 91.<a title="" href="#_ftnref2"><br />
[2]</a> Tamże, s. 176.<a title="" href="#_ftnref3"><br />
[3]</a> Tamże, s. 204.<a title="" href="#_ftnref4"><br />
[4]</a> W. Maciąg, <em>Antropologia Gombrowicza, </em>[w:] Gombrowicz filozof, Kraków 1991, s. 243.<a title="" href="#_ftnref5"><br />
[5]</a> W. Gombrowicz, <em>Ślub</em>, dz. cyt., s. 202.<a title="" href="#_ftnref6"><br />
[6]</a> Tamże, s. 162.<a title="" href="#_ftnref7"><br />
[7]</a> Tamże, s. 200.<a title="" href="#_ftnref8"><br />
[8]</a> M. P. Markowski, <em>Psychoanaliza, </em>[w:] <em>Teorie literatury XX wieku, </em>A. Burzyńska, M. P. Markowski, Kraków 2007, s. 64.<a title="" href="#_ftnref9"><br />
[9]</a> W. Gombrowicz, <em>Ślub</em>, dz. cyt., s. 163.<a title="" href="#_ftnref10"><br />
[10]</a> Tamże, s. 186.<a title="" href="#_ftnref11"><br />
[11]</a> J. Błoński, <em>Ślub jako tragedia psychoanalityczna,</em> [w:] <em>Forma, śmiech i rzeczy ostateczne,</em> Kraków 1994, s. 113-139.<a title="" href="#_ftnref12"><br />
[12]</a> Tamże, s. 125.<a title="" href="#_ftnref13"><br />
[13]</a> Tamże, s. 132.<a title="" href="#_ftnref14"><br />
[14]</a> W. Gombrowicz, <em>Dziennik 1967-1961</em>, [w:] F. M. Cataluccio, <em>Gombrowicz filozof, </em>tłum. K. Bielas, [w:] <em>Gombrowicz filozof</em>, Kraków 1991, s. 14-15.</p>
</div>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/dziennik/" title="Dziennik" rel="tag">Dziennik</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/forma/" title="Forma" rel="tag">Forma</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/jacques-lacan/" title="Jacques Lacan" rel="tag">Jacques Lacan</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/jan-blonski/" title="Jan Błoński" rel="tag">Jan Błoński</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/leon-bielski/" title="Leon Bielski" rel="tag">Leon Bielski</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/slub/" title="Ślub" rel="tag">Ślub</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/witold-gombrowicz/" title="Witold Gombrowicz" rel="tag">Witold Gombrowicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/wlodzimierz-maciag/" title="Włodzimierz Maciąg" rel="tag">Włodzimierz Maciąg</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/11/15/dramat-jazni-w-slubie-witolda-gombrowicza/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Problemy z dojrzałością</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/11/06/problemy-z-dojrzaloscia/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/11/06/problemy-z-dojrzaloscia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 Nov 2011 08:56:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[2011]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[Chłopcy i dziewczęta w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Lampa i Iskra Boża]]></category>
		<category><![CDATA[Przemek Gulda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1109</guid>
		<description><![CDATA[Rozmowa z Przemkiem Guldą o jego nowej książce Chłopcy i dziewczęta w Polsce, na temat dorastania, rytuałów przejścia i młodości w dzisiejszych czasach, która nabrała nieco innego wymiaru, niż w przeszłości. Z pisarzem rozmawia Grzegorz Butkiewicz Nie obawiałeś się, że obrany temat, a więc życie młodych ludzi w dzisiejszej Polsce sprawi, że Twoje teksty będą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Przemek-Gulda.jpeg"><img class="alignleft size-full wp-image-1110" title="Przemek Gulda" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Przemek-Gulda.jpeg" alt="" width="262" height="192" /></a><strong>Rozmowa z Przemkiem Guldą o jego nowej książce <em>Chłopcy i dziewczęta w Polsce</em>, na temat dorastania, rytuałów przejścia i młodości w dzisiejszych czasach, która nabrała nieco innego wymiaru, niż w przeszłości. Z pisarzem rozmawia Grzegorz Butkiewicz</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1109"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Nie obawiałeś się, że obrany temat, a więc życie młodych ludzi w dzisiejszej Polsce sprawi, że Twoje teksty będą zbyt bliskie literaturze młodzieżowej. A może chciałeś napisać książkę dla młodych ludzi?</strong></p>
<p>Chyba się nie zastanawiałem dla kogo ma być ta książka. Chyba chciałem, żeby była dla jak najszerszego grona czytelników. Ze względu na swoją pracę zawodową, ze względu na to, co robię w życiu, to właśnie młodzi ludzie są tymi, z którymi spotykam się najczęściej, to ta grupa, która jest dla mnie najważniejszym punktem odniesienia i o niej chyba wiem najwięcej. Nic więc dziwnego, że to właśnie o niej jest ta książka.<strong></strong></p>
<p><strong>Twoje opowiadania opisują młodość i to, co się z nią wiąże, a więc pierwsze doświadczenia, inicjacje, początek konfrontowania się ze światem zewnętrznym. Czy uważasz, że te doświadczenia dzisiaj nabrały innego charakteru, niż wcześniej? Jakbyś scharakteryzował to pokolenie młodych ludzi w kontekście świata jaki zastają i wyzwań jakie on przed nimi stawia?</strong></p>
<p>To jest chyba jeden z głównych tematów tego zbioru – fakt, że dziś nie istnieje już coś, co istniało w ludzkich społecznościach od zawsze: rytuał przejścia, moment, w którym przestaje się być dzieckiem i staje się kimś dorosłym. Kiedyś ten moment był bardzo wyraźny, dziś nie wyznacza go ani kultura, ani religia, ani obyczajowość. I może właśnie dlatego tak wiele osób ma problemy z dorośnięciem?</p>
<p><strong>Są jednak w tych tekstach bohaterowie, którzy dorastają. Weźmy dwa opowiadania, zasługujące na szczególną uwagę. To „Jaskrawe, miękkie światło” oraz „Słodkie i kruche”. Pierwszy z tekstów opisuje gwałt na młodej dziewczynie i konsekwencje jakie wywołuje to zdarzenie w jej psychice. Drugie opowiada o chłopcu chorym na raka. Można powiedzieć, że w tych tekstach opisane doświadczenia mają charakter traumatyczny, a drugim przypadku dodatkowo graniczny. Jaką rolę tego typu doświadczenia mogą odgrywać w życiu ludzkim, do czego mogą prowadzić i co ze sobą niosą?</strong></p>
<p>To są właśnie rytuały przejścia. Skrajne, radykalne, graniczne, ale skuteczne. Po nich nic nie jest już takie, jakie było przedtem.</p>
<p><strong><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Chlopcy_i_dziewczeta_w_Polsce.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1111" title="Chlopcy_i_dziewczeta_w_Polsce" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/11/Chlopcy_i_dziewczeta_w_Polsce-212x300.jpg" alt="" width="212" height="300" /></a>W książce wśród opisanych młodych ludzi nie brakuje portretów tzw. „Innych”, odmieńców, weźmy np. choćby postać chłopca, który odkrywa u siebie homoseksualizm. Jakie są według Ciebie relacje pomiędzy młodością, która jest swojego rodzaju okresem „Burzy i naporu”, a innością?</strong></p>
<p>Chciałem, żeby te sytuacje nie były wcale „inne”, dlatego właśnie znalazły się wśród tych opowiadań. Chciałem, bo to przecież oczywiste, pokazać, że te osoby wcale nie są inne, przeżywają takie same emocje, tak samo cierpią i tak samo się cieszą.</p>
<p><strong>Przyglądając się książce od strony formalnej, jak powstał pomysł, aby zastosować narrację w drugiej osobie. Można powiedzieć, że tego typu zabieg sprawia, że tekst staje się symulacją, podobną do gry komputerowej, ale taka narracja ma też już swoje tradycje literackie, wystarczy wspomnieć francuską Nową Powieść, albo eksperymenty Itala Calvina. Czy to próba nawiązania do nich, czy też krył się za tym inny zamysł?</strong></p>
<p>Nie zastanawiałem się nad tym wcześniej, więc nie był to chyba do końca świadomy zabieg. Myślę, że najważniejsza przyczyna jest taka, żeby zająć bardzo wygodne, według mnie, miejsce – gdzieś pomiędzy, nie być za blisko, ale i nie za daleko. Zawsze móc się przyłączyć, ale też i zawsze móc się wycofać. To jest właśnie chyba sytuacja, kiedy mówi się w drugiej osobie, gdzieś między uczestniczącą w pełni osobą pierwszą, i „muchą na ścianie” – osobą trzecią. Kilka osób zwróciło mi uwagę, że ta druga osoba generuje też trochę mentorski ton, a to z kolei bierze się pewnie z moich doświadczeń zawodowych na uczelni.</p>
<p><strong>Mam wrażenie, że sprawdzasz się w pisaniu o sprawach trudnych. W pokazywaniu doświadczeń dramatycznych, tragicznych. Czy zatem Twoja następna książka, będzie podejmowała takie tematy, czy może to będzie zupełnie inna historia?</strong></p>
<p>Mam kilka projektów na różnych etapach – cześć prawie gotowych, cześć nawet nie zaczętych. Dotyczą bardzo różnych tematów, wątków traumatycznych w różnym tego słowa znaczeniu, z pewnością też. Ale dziś oczywiście jeszcze absolutnie za wcześnie, żeby o tym mówić, nie mam zielonego pojęcia, który z tych projektów ujrzy światło dzienne i jaką ostatecznie przyjmie postać.</p>
<div style="text-align: justify;">
<p> &#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
</div>
<p style="text-align: justify;"><strong>Przemek Gulda</strong> – ur. 1974, mieszka w Gdańsku, wykłada filozofię i historię prawa na uniwersytecie, pracuje jako dziennikarz. Opublikował wcześniej, nakładem wydawnictwa Lampa i Iskra Boża, powieść <em>Siedemnaście sekund</em>.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/chlopcy-i-dziewczeta-w-polsce/" title="Chłopcy i dziewczęta w Polsce" rel="tag">Chłopcy i dziewczęta w Polsce</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/lampa-i-iskra-boza/" title="Lampa i Iskra Boża" rel="tag">Lampa i Iskra Boża</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/przemek-gulda/" title="Przemek Gulda" rel="tag">Przemek Gulda</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/11/06/problemy-z-dojrzaloscia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Paprykaszcze</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/10/25/paprykaszcze/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/10/25/paprykaszcze/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 Oct 2011 07:13:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ART-LAB]]></category>
		<category><![CDATA[Teksty]]></category>
		<category><![CDATA[Edmund Husserl]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna Czapiewska]]></category>
		<category><![CDATA[Paprykaszcze]]></category>
		<category><![CDATA[Piet Mondrian]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1103</guid>
		<description><![CDATA[proza Katarzyna Czapiewska &#160; „Absolutna rzeczywistość ma w sobie tyle sensu, co okrągły czworobok.” – Edmund Husserl Świt – Zmierzch Dzień zaczął rozpoczynać się od godziny 4.30. Skończył rozpoczynać się o godzinie 5.30. Zaczął być całkiem autentyczny, jak na łagodne rozbudzanie się, przechodzenie od snu do jawy, brutalnie przerywane wrzaskliwymi, nurtującymi i nieustępliwymi dźwiękami rozlegającymi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>proza</h6>
<h1 style="text-align: right;">Katarzyna Czapiewska</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;" align="center"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/10/Piet-Mondrian-Composition-VII.jpeg"><img class="alignleft size-full wp-image-1104" title="Piet Mondrian Composition VII" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/10/Piet-Mondrian-Composition-VII.jpeg" alt="" width="223" height="226" /></a><em>„Absolutna rzeczywistość ma w sobie tyle sensu, co okrągły czworobok.” – Edmund Husserl</em></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Świt – Zmierzch</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Dzień zaczął rozpoczynać się od godziny 4.30. Skończył rozpoczynać się o godzinie 5.30. Zaczął być całkiem autentyczny, jak na łagodne rozbudzanie się, przechodzenie od snu do jawy, brutalnie przerywane wrzaskliwymi, nurtującymi i nieustępliwymi dźwiękami rozlegającymi się nieregularnie, co kilka minut, a wydobywającymi się gdzieś z samej sztucznej i plastikowej głębi poruszeń i tarć pozytywki umieszczonej w elektronicznej smyczy, którą ktoś nazwał przez pomyłkę swej irracjonalności telefonem komórkowym. Dźwięki te były tak przeraźliwie przenikliwe, że ktoś nieskazitelny, nieuświadomiony i utopijnie nieskalany cywilizacją przez owe dźwięki wywołujące apokaliptyczne wizje, mógłby mnie w tej chwili posądzić o sadyzm i miałby ku temu wyraźne powody. Już na pewno natomiast mogłabym być posądzona o całkowity, a wręcz perfidny brak autentyzmu, ponieważ dźwięki o bardzo wysokich tonach powodowały, że „się” budziłam. Bardzo ciężko było pobudzić mojego wydumanego ducha do pobudzenia, jeszcze bardziej bezwładnej materii. W końcu jednak bardzo ociężale zwlekłam moje ciało z wygodnego, miękkiego i ciepłego posłania i powlokłam się w całkowitej ciemności do łazienki przeklinając przy tym zdrowo grawitację i jej irracjonalny byt.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1103"></span></p>
<p style="text-align: justify;">To już nie było autentyczne i po raz kolejny pozwoliłam obrócić się w pył i proch swojej genialnej, urojonej wizji egzystencji autentycznej, przy założeniu autentycznej esencjonalności człowieka. Tak naprawdę cała ta akcja odbyła się wbrew mojej woli, zmuszając mnie do podporządkowania się ograniczeniom, które rozpoczęły się wraz z sadystycznym przejściem od snu do jawy. Z jednego ograniczenia popadłam w drugie, jeszcze bardziej ograniczające od poprzedniego. Ludzie kulturalni, ucywilizowani mówią, że owe ograniczenia pomagają się kształtować absolutnej i indywidualnej osobowości młodego człowieka, samorozwoju i pogłębiania jego autentyzmu. Dlaczego jednak owi kulturalni ludzie unikają i ganią bardzo proste pytanie związane z tak zwaną socjalizacją: Po co to wszystko? Niektórzy kulturalni oburzają się, wytykając mi, że nie potrafię dostosować się do społeczeństwa i zadaje za dużo niepotrzebnych pytań. Zbędne pytania wynikają zapewne z mojego naturalnego ograniczenia, tym razem intelektualnego, które nazywa się ciekawością. Potem nastąpiły zdarzenia, zdarzenia, zdarzenia, zdarzenia i ZDARZENIA…</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz jest zmierzch, znowu przejdę z jawy do snu, z nieautentyzmu w autentyzm. Granica rzeczywistości zatrze się na drobny mak. Już nareszcie okrutna, bezwzględna, autentyczna grawitacja nie będzie miała nade mną kontroli!&#8230; Popadnę jedynie w błogie ograniczenie, które zniewala swoim pięknem, lekkością i niezwykłością. Zgodzę się, na porwanie mojego jestestwa przez niematerialną istotę o imieniu Morfeusz, choć moja zgoda nie gra w tym żadnej znaczącej roli. W grę wchodzi ewentualne odpłynięcie gdzieś w rogu tapczanu, mając pod głową III tom Historii Filozofii Władysława Tatarkiewicza i traktując to materialne, stosunkowo trwałe zjawisko jako inne zjawisko materialne, które zostało nazwane w języku polskim poduszą. Jednak i ten błogostan zostaje brutalnie przerywany przez mamę, wchodzącą co jakiś czas do mojego pokoju i zakłócającą ten stan, nie z mojej woli, przez jej głośne apelacje o to, abym poszła spać kulturalnie, tak jak każdy normalny człowiek. Nie rozumie jednak tego, że jeśli wstanę i rozłożę swoje posłanie, tak jak nakazują obyczaje i ograniczająca etykieta zachowań w społeczeństwie to w tym czasie zdołam wyrwać się z wspaniałych objęć Morfeusza i całkowicie rozbudzić. Ta sytuacja jest co najmniej nienaturalna i jak najbardziej nieautentyczna, a mimo to i tym razem podporządkowuje się ograniczającej mnie formie oraz etykiecie dobrego wychowania, poprzez przyjęcie do swojej świadomości i wypełnienie najważniejszej i niepodważalnej maksymy życia w społeczeństwie: Bo tak „się” robi! I w ten sposób pozbawiam się mojego własnego indywidualnego autentyzmu. Znów zwlekam moją ciężką materię, pobudzaną przez „tak zwanego” bardzo leniwego ducha i zaczynam z wielkim trudem robić swoje posłanie, a następnie wlokę się mozolnie, co najmniej niezadowolona i nie ukrywająca swojego niezadowolenia do łazienki, aby tam odbyć kulturalnie wieczorną toaletę. W końcu idę już spać, tym razem, tak jak nakazują ograniczające i sztuczne obyczaje dobrego wychowania. Tym razem już bez większych zakłóceń, aż do godziny 4.30 nad ranem, kiedy to rozpocznie się sadystyczny proces budzenia się…</p>
<p style="text-align: justify;">II</p>
<p style="text-align: justify;">Zdarzenia, <em>zdarzenia</em>,<strong> zdarzenia</strong>, <strong><span style="color: #339966;">zdarzenia</span></strong>, ZDARZENIA…</p>
<p style="text-align: justify;">Dialogi interpersonalne; i właśnie tutaj rozpoczynają się Gombrowiczowskie gęby. Przechodzenie z gęby w gębę, a z gęby znowu w gębę. I jak tutaj mówić o jakimkolwiek autentyzmie? Nie wspominając o ograniczeniach wolności. Żarciki, dowcipy, poważne rozmowy, gesty, a to wszystko tak bardzo ważne, że jak bardzo autentycznie poważny jest frazes… Szkoła, rówieśnicy, nauczyciele doskonale rozwijają umiejętność płynnego przechodzenia z gęby w gębę. Główny nacisk w tej szkole przetrwania dzięki nieautentyzmowi, kładzie się na rozwój tak zwanej „wolnej woli” młodego człowieka, w języku cywilizacji. Proces ten polega na bolesnym uświadamianiu, że za wszystko co robi będzie rozliczony przez życie. Dlatego właśnie wyżej wymieniany proces ukulturalniania nazywa się socjalizacją, bądź w niektórych przypadkach resocjalizacją. Niektórzy resocjalizowani uczniowie nie poddają się socjalizacji, a ich upór nie jest niczym innym jak popadaniem w jeszcze gorsze, a wręcz najokropniejsze i najokrutniejsze ograniczenie, które także jest całkowitym brakiem autentyzmu.</p>
<p style="text-align: justify;" align="center">A oto przykładowy dzień szkolny bardzo wysublimowanej uczennicy, chętnie przyjmującej ograniczenia i umiejętnie korzystającej z jej własnego wyuczonego nieautentyzmu, a mianowicie samej autorki tego jakże uczonego tekstu. Oczywiście z tego co pamiętam, to lekcje zaczęły się od języka polskiego. Nie zaprzeczam, że bardzo lubię ograniczenie językiem polskim, na którym nasza wychowawczyni, którą nazywamy Matką Z… zawsze daje nam wskazówki co do nauki i naszej nieautentycznej przyszłości, wykładając przy tym interesującą lekcję na temat Gombrowicza. Najciekawszy i najbardziej osobliwy jest moment dyktowania notatki, kiedy to nasza Matka Z… mówiąc do nas, a jednocześnie szukając nowych materiałów, wkłada głowę do szafy. Co prawda zaprzestała już terroryzowania swojego orlego nosa, jak to działo się przez dwa pierwsze lata mojego pobytu w szkole. Niezaprzeczalnie jednak dyktowanie notatki z głową w szafie również ma swój indywidualny i autentyczny charakter, choć zapewne było podyktowane przez jakieś irracjonalnie nieautentyczne przesłanki.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/edmund-husserl/" title="Edmund Husserl" rel="tag">Edmund Husserl</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/katarzyna-czapiewska/" title="Katarzyna Czapiewska" rel="tag">Katarzyna Czapiewska</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/paprykaszcze/" title="Paprykaszcze" rel="tag">Paprykaszcze</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/piet-mondrian/" title="Piet Mondrian" rel="tag">Piet Mondrian</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/proza/" title="proza" rel="tag">proza</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/10/25/paprykaszcze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Los Desperados w akcji</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/10/14/los-desperados-w-akcji/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/10/14/los-desperados-w-akcji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Oct 2011 11:22:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Jesienny Przeciąg Gitarowy]]></category>
		<category><![CDATA[Los Desperados]]></category>
		<category><![CDATA[Marcin Czarnecki]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Dębowski]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1090</guid>
		<description><![CDATA[koncert Grzegorz Butkiewicz &#160; Duet Los Desperados, który wystąpił wczoraj w Słupsku na VIII edycji festiwalu Jesienny Przeciąg Gitarowy, przybliżył publiczności kompozycje Mozarta, Chopina, Piazzolli poprzez dokonania Pata Methenego i Joe Satrianiego, a skończywszy na Czesławie Niemenie i Dream Theater. Muzycy w swym repertuarze, oprócz utworów pełnych niezwykłych popisów o wirtuozowskiej perfekcji, grali też tematy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>koncert</h6>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/10/Los-Desperados.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1097" title="Los Desperados" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/10/Los-Desperados.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>Duet Los Desperados, który wystąpił wczoraj w Słupsku na VIII edycji festiwalu Jesienny Przeciąg Gitarowy, przybliżył publiczności kompozycje Mozarta, Chopina, Piazzolli poprzez dokonania Pata Methenego i Joe Satrianiego, a skończywszy na Czesławie Niemenie i Dream Theater. Muzycy w swym repertuarze, oprócz utworów pełnych niezwykłych popisów o wirtuozowskiej perfekcji, grali też tematy liryczne, nieco nostalgiczne, nie zapominając również o poczuciu humoru, np. znany temat z <em>Różowej Pantery</em> i słynny motyw z <em>Greka Zorby</em> wymieszany z partiami bluesowymi, mający ilustrować grecki kryzys z Ameryką w tle.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1090"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Marcin Czarnecki i Piotr Dębowski grali na nieco obniżonych strunach, uzyskując miękkie głębokie brzmienie instrumentów. Rozpoczęli od lirycznych utworów Joe Satrianiego i Patha Methenego, gdzie w pełni wykorzystali walory brzmieniowe, i może w tego typu kompozycjach nastrojowych i nostalgicznych muzyka budziła największe wrażenie. Mimo to gitarzyści na tym nie poprzestali i porwali publiczność w muzyczną podróż przez zróżnicowaną stylistykę od klasyki, przez jazz, blues, country do flamenco i argentyńskiego tanga, a skończywszy na Pod Papugami Czesława Niemiena w wersji smooth jazzowej.</p>
<p>Doceniona przez słupską publiczność została kompozycja w stylu flamenco Aldi Meoli i Paco de Luciii, zagrana w sposób intrygujący i zdumiewający, w której dźwięki tworzyły w niektórych tematach zagęszczone masy brzmieniowe przeplatane lirycznymi wyrazistymi melodiami. Los Desperados pokazali w tym utworze mistrzostwo swojego kunsztu, a publiczność zareagowała z wielkim entuzjazmem. Podobały się też tanga Piazzolli, tutaj muzycy zadziwili się daleko idącą interpretacją, łącząc tematy z trzech utworów w jedną całość. Swoboda z jaką gitarzyści poruszali po twórczości poszczególnych kompozytorów i ich aranżacyjna pomysłowość, a także elementy muzycznego spektaklu, w którym humor przeplatał się z nastrojowością budziły zdumienie.</p>
<p>Duetowi niełatwo było zejść ze sceny. Popisali się znakomitym bisem, wykonując m.in. Marsz Turecki Mozarta we dwójkę na jednej gitarze. Kompozycja wzbudziła niemały entuzjazm, zagrana dynamicznie i równo, w której gitarzyści podzielili się gryfem i strunami. Występ z pewnością zapadnie publiczności w pamięć ze względu na bardzo ciekawy kolaż stylistyczny. Warto też podkreślić, że, wskutek wypadku, jeden z gitarzystów grał z kontuzjowanym palcem, a mimo to muzyka rozbrzmiała w pełni, nie tracąc nic ze swojego zdumiewającego piękna. A i w partiach wirtuozowskich Piotrowi Dębowski i Marcinowi Czarneckiemu nie można było niczego zarzucić. W pełni wywiązali się ze swojego zadania, o czym najdobitniej świadczyły entuzjastyczne reakcje publiczności, ale też i nadpobudliwe, nieco euforyczne wiercenie się niektórych słuchaczy w krzesłach, na których niełatwo było usiedzieć.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/jesienny-przeciag-gitarowy/" title="Jesienny Przeciąg Gitarowy" rel="tag">Jesienny Przeciąg Gitarowy</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/los-desperados/" title="Los Desperados" rel="tag">Los Desperados</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/marcin-czarnecki/" title="Marcin Czarnecki" rel="tag">Marcin Czarnecki</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/muzyka/" title="Muzyka" rel="tag">Muzyka</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/piotr-debowski/" title="Piotr Dębowski" rel="tag">Piotr Dębowski</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/recenzja/" title="recenzja" rel="tag">recenzja</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/10/14/los-desperados-w-akcji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>VIII Jesienny Przeciąg Gitarowy</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/10/12/viii-jesienny-przeciag-gitarowy/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/10/12/viii-jesienny-przeciag-gitarowy/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 Oct 2011 07:46:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Zapowiedzi - 2011]]></category>
		<category><![CDATA[Jesienny Przeciąg Gitarowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1083</guid>
		<description><![CDATA[W Słupsku odbędzie się VIII edycja festiwalu Jesienny Przeciąg Gitarowy. Serdecznie zapraszamy na koncerty fanów gitary. Program: 12.10 (środa) Krzysztof Ścierański solo, Maciej Grzywacz Quartet sala Słupskiego Ośrodka Kultury, ul. Br. Gierymskich 13.10 (czwartek), Los Desperados sala Policji  Al.3 Maja 14.10 (piątek) Struggle with God, Virgin Snatch Sala elektrociepłowni Sydkraft. 15.10 (sobota) : Tomasz Fiedorowicz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/10/Jesienny1.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-1087" title="Jesienny" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/10/Jesienny1.jpg" alt="" width="180" height="330" /></a><strong>W Słupsku odbędzie się VIII edycja festiwalu Jesienny Przeciąg Gitarowy. Serdecznie zapraszamy na koncerty fanów gitary.</strong></p>
<p><strong>Program:</strong><br />
<strong>12.10 (środa) Krzysztof Ścierański solo, Maciej Grzywacz Quartet</strong><br />
<strong>sala Słupskiego Ośrodka Kultury, ul. Br. Gierymskich</strong><br />
<strong> 13.10 (czwartek), Los Desperados</strong><br />
<strong>sala Policji  Al.3 Maja</strong><br />
<strong> 14.10 (piątek) Struggle with God, Virgin Snatch</strong><br />
<strong>Sala elektrociepłowni Sydkraft.</strong><br />
<strong> 15.10 (sobota) : Tomasz Fiedorowicz solo, Łukasz Kuropaczewski z tow. Orkiestry (w programie m.in. <em>Concierto de Aranjuez</em> – Joaquina Rodriga)</strong><br />
<strong>sala Filharmonii Sinfonia Baltica</strong></p>
<p><strong>Koncerty rozpoczynają się o godzinię 19.00</strong></p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/jesienny-przeciag-gitarowy/" title="Jesienny Przeciąg Gitarowy" rel="tag">Jesienny Przeciąg Gitarowy</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/10/12/viii-jesienny-przeciag-gitarowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

