<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>S T U D N I A  - Kultura bez dna</title>
	<atom:link href="http://www.studnia.net.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.studnia.net.pl</link>
	<description>Serwis kulturalny - recenzje wywiady zapowiedzi - filmy książki muzyka</description>
	<lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 07:02:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
		<item>
		<title>Głód przygody</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/05/15/glod-przygody/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/05/15/glod-przygody/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:41:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[janka]]></category>
		<category><![CDATA[Julio Cortazar]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Ibrahim Kalwas]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Tarika]]></category>
		<category><![CDATA[Witold Gombrowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1269</guid>
		<description><![CDATA[recenzja &#160; Grzegorz Butkiewicz &#160; Tarika oznacza drogę. Czym jest droga dla bohatera opowiadań Piotra Ibrahima Kalwasa &#8211; pisarza, podróżnika i muzułmanina. Na pewno nie tylko przemieszczaniem się w przestrzeni. To przede wszystkim podróż nie uznająca barier czasowych, kulturowych i historycznych, ale i nie tylko, to też podróż duchowa, z tym że nie ulotna i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>recenzja</h6>
<p>&nbsp;</p>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/05/piotr_ibrahim_kalwas_tarika.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1270" title="piotr_ibrahim_kalwas_tarika" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/05/piotr_ibrahim_kalwas_tarika-212x300.jpg" alt="" width="212" height="300" /></a><em>Tarika</em> oznacza drogę. Czym jest droga dla bohatera opowiadań Piotra Ibrahima Kalwasa &#8211; pisarza, podróżnika i muzułmanina. Na pewno nie tylko przemieszczaniem się w przestrzeni. To przede wszystkim podróż nie uznająca barier czasowych, kulturowych i historycznych, ale i nie tylko, to też podróż duchowa, z tym że nie ulotna i metafizyczna, ale pełna dzikiego, pulsującego transu i gęstokrwistego witalizmu, gdzie to, co pierwotne ma zarazem wymiar transcedentalny. Podróż wstrząsająca i przeszywająca na wskroś, do której być może kluczem jest inne, arabskie słowo: <em>gharib</em>, pojawiające w pierwszym opowiadaniu i wytłumaczone w przypisie jako niezwykłe, rzadko występujące zjawisko, np. zamiana kija w węża.</strong></p>
<p><span id="more-1269"></span></p>
<p>Bohater Kalwasa wędruje trochę po omacku. Jego podróż nie jest zaplanowana, raczej dokonuje się pod wpływem silnego impulsu. Na drodze pojawia się Egipt, Ghana, Indie, ale jest też Europa: Paryż, Vence i przede wszystkim Warszawa, kraina dzieciństwa i młodości, punkt wyjścia, z którym bohater jest niezwykle silnie związany, do którego wraca wspomnieniem, i w tym wspomnieniu znajduje swoją tożsamość, swoje korzenie i swoją arkadię. A na drodze pojawiają się mistrzowie, nie tylko ci, z którymi się realnie spotyka i rozmawia, jak choćby mędrzec spod świątyni w Czennaju, ale i ci, których historia postawiła na piedestał, a więc Gombrowicz, Cortazar, Bach i wielu innych. Kalwas nie tylko zwiedza miejsca, z którymi byli związani, ale odnosi się do ich dzieł, próbuje postrzegać rzeczywistość poprzez ich styl myślenia i odczuwania, w subtelny i zamierzony sposób przeplatając swoją prozę z motywami i poetyką właściwą dla twórczości wymienionych pisarzy. Weźmy choćby wróbla powieszonego na drucie z <em>Kosmosu</em> Gombrowicza, zacytowanego w opowiadaniu <em>Europa po deszczu</em>. I jakkolwiek mogłoby się wydawać, że podróż Kalwasa jest też podróżą intelektualną, to jednak nie jest nią w pełni. Nie ma w <em>Tarice</em> polemiki, dialogu, a raczej zachwyt i fascynacja tymi osobami i ich twórczością.</p>
<p>Kalwas jest podróżnikiem, któremu towarzyszy wizja i głód przygody. Uwidacznia się to w natchnionych, ekstatycznych opisach. I to jest chyba najmocniejszy punkt <em>Tariki</em>, gdzie opis przeżycia zarysowany jest gęstą, intensywną kreską, a jego siła jest na tyle porażająca, że w zasadzie mamy do czynienia z czymś na kształt doświadczenia mistycznego, wynurzającego się  z pierwotnych, ukrytych głęboko warstw ludzkiej natury. Przykład takiego opisu możemy znaleźć w opowiadaniu <em>Deszcz</em>, w którym przedstawiony zostaje rytuał dzikiego, afrykańskiego plemienia na terenie Ghany. Przy czym warto podkreślić, że obok ekstazy zaraz pojawia się groteska, pewien pierwiastek komizmu, niekiedy nawet wulgarny i prowokujący, który nadaje temu doświadczeniu różnorodności i sprawia, że <em>Tarika</em> jest w gruncie rzeczy książką, w której religia łączy się teatrem, Orient i Afryka z Europą, a pierwotny żywioł z intelektualnym dyskursem.</p>
<p>Podróże Kalwasa mogą się podobać, autor szuka inspiracji w otaczającym świecie i tą inspiracją chce zarazić czytelnika. Pasja życia i ciekawość sprawia, że bohater <em>Tariki</em> jest otwarty na rzeczywistość i silnie na nią reaguje. I to jest chyba istota jego światopoglądu, w którym tylko to, co otwarte może zostać wypełnione, a towarzysząca temu wędrówka staje esencją życia, które przecież polega na byciu w ciągłym ruchu.</p>
<p>Autor: Piotr Ibrahim Kalwas<br />
Tytuł: Tarika<br />
Wydawnictwo: Janka<br />
Rok: 2012<br />
ISBN: 978-83-62247-16-5<br />
Liczba Stron: 229</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/janka/" title="janka" rel="tag">janka</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/julio-cortazar/" title="Julio Cortazar" rel="tag">Julio Cortazar</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/piotr-ibrahim-kalwas/" title="Piotr Ibrahim Kalwas" rel="tag">Piotr Ibrahim Kalwas</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/recenzja/" title="recenzja" rel="tag">recenzja</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/tarika/" title="Tarika" rel="tag">Tarika</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/witold-gombrowicz/" title="Witold Gombrowicz" rel="tag">Witold Gombrowicz</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/05/15/glod-przygody/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Miś Fiś i urok filozofii</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/05/07/mis-fis-i-urok-filozofii/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/05/07/mis-fis-i-urok-filozofii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 16:39:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Bajki misia Fisia]]></category>
		<category><![CDATA[Bartek "Fisz" Waglewski]]></category>
		<category><![CDATA[Magda Łuka]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Bonowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Znak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1258</guid>
		<description><![CDATA[recenzja &#160; Magda Łuka &#160; Książka Wojciecha Bonowicza, którą z rozmachem zilustrował Bartek „Fisz” Waglewski, znany dotąd głównie ze swych dokonań muzycznych, być może jest książką skierowaną do dziecięcego czytelnika przede wszystkim, ale nie do końca jest to takie oczywiste. Składa się na nią cykl krótkich „małych prózek”, opowiedzianych przez niepotrafiącego pisać, tytułowego Misia Fisia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6 style="text-align: justify;">recenzja</h6>
<p>&nbsp;</p>
<h1 style="text-align: right;">Magda Łuka</h1>
<h1 style="text-align: right;"></h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><strong><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/05/Bonowicz_BajkimisiaFisia__500px2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1261" title="Bonowicz_BajkimisiaFisia__500px" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/05/Bonowicz_BajkimisiaFisia__500px2-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Książka Wojciecha Bonowicza, którą z rozmachem zilustrował Bartek „Fisz” Waglewski, znany dotąd głównie ze swych dokonań muzycznych, być może jest książką skierowaną do dziecięcego czytelnika przede wszystkim, ale nie do końca jest to takie oczywiste. Składa się na nią cykl krótkich „małych prózek”, opowiedzianych przez niepotrafiącego pisać, tytułowego Misia Fisia Misiowi Foremce, który historyjkom przyjaciela nadaje odpowiednio prostą formę właśnie. W żaden sposób nie są one jednak ani naiwne, ani oczywiste, nie finalizuje ich też raczej spodziewane w twórczości dla dzieci, szczęśliwe zakończenie.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1258"></span>Mis Fiś jawi się bowiem jako wytrawny obserwator rzeczywistości, można by rzec nawet &#8211; filozof, któremu nieobce są zagadnienia i problemy kluczowe, dostrzegane w zdarzeniach oraz rzeczach powszednich. Jest przy tym szczególnie wrażliwy, a nawet czuły, powściągliwy i empatyczny, ogranicza więc swoje opowieści do niezbędnego minimum i, co ważne, nie narzuca się nikomu z ich interpretacją, która niezmiennie pozostaje prosta, ale jednocześnie otwarta.</p>
<p>Bajki Fisia Misia mają charakter aforystyczny, z każdej bowiem przytoczonej historii wyłania się jakaś złota myśl, podana prostą, dziecięcą frazą. I tak poznamy tu bajkę o bogaczu, którego dzieci „nie były szczęśliwe, ale miały wszystko” albo o grubej dziewczynce, która dostała „szczupłą lalkę” i marzyła o tym, że kiedyś sama taka będzie, tymczasem tytułowej, tulonej przez dziewczynkę lalce zrobiło się przyjemnie, „bo dziewczynka była mięciutka”. Znajdziemy też opowieść o obitym jabłku, które leżało na półmisku pośród innych, ale „nikt go nie brał, choć było najsłodsze”. Nie umknie nam też na pewno tekst bardzo subtelnie poruszający kwestię samobójstwa…</p>
<p>To tylko niektóre spośród skarbczyka bajek Misia Fisia, którego dykcją Bonowicz głosi uniwersalne prawdy o kondycji człowieka w ogóle, odwołując się do jego lęków, poczucia samotności, zagubienia, czy kompleksów, rozprawia się też ze stereotypami i obnaża niebezpieczny świat pozorów, gdzie nawet zwykła, cicha egzystencja zawsze jednak niesie ze sobą jakieś znaczenie, nigdy nie jest ani jałowa, ani obojętna, jak często zdarza się niestety myśleć nam, dorosłym. Dzięki takiemu przewartościowaniu właśnie Bajki Misia Fisia, mimo swojego oryginalnego tonu, przestają być przygnębiające, przeciwnie, niosą ze sobą krzepiące, optymistyczne przesłanie, że wszystko zależy od punktu widzenia i sytuacji, w jakiej się wydarza, skutkiem czego pozostaje względne, zatem – możliwe do oswojenia, podobnie jak każda człowiecza troska.</p>
<p>Jednak szczególnie ujmujący w książce jest sposób, w jaki traktuje się młodego czytelnika – niezmiennie uczciwie i poważnie, z delikatnością i szacunkiem prowadząc go drogą niełatwych na każdym etapie życia przecież przemyśleń i emocji. Z domowych obserwacji wiem, że z <em>Bajkami Fisia Misia</em> prędko zaprzyjaźnią się całe rodziny, a przede wszystkim najmłodsi ich członkowie. I to wystarczająca recenzja – dziecka przecież tak prosto nie da się oszukać.</p>
<p>Wojciech Bonowicz<em>, Bajki Fisia Misia</em>, rys. Bartek „Fisz” Waglewski, ZNAK 2012</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/bajki-misia-fisia/" title="Bajki misia Fisia" rel="tag">Bajki misia Fisia</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/bartek-fisz-waglewski/" title="Bartek &quot;Fisz&quot; Waglewski" rel="tag">Bartek &quot;Fisz&quot; Waglewski</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/magda-luka/" title="Magda Łuka" rel="tag">Magda Łuka</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/recenzja/" title="recenzja" rel="tag">recenzja</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/wojciech-bonowicz/" title="Wojciech Bonowicz" rel="tag">Wojciech Bonowicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/znak/" title="Znak" rel="tag">Znak</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/05/07/mis-fis-i-urok-filozofii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pozwolić ujść minionemu</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/04/25/pozwolic-ujsc-minionemu/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/04/25/pozwolic-ujsc-minionemu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 18:27:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Delta wsteczna]]></category>
		<category><![CDATA[Magda Łuka]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Łęczuk]]></category>
		<category><![CDATA[poezja]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1249</guid>
		<description><![CDATA[recenzja &#160; Magda Łuka &#160; Debiutancki tomik Pawła Łęczuka jest rodzajem liryki wspomnieniowej, utrzymanej w rozliczeniowym tonie, gdzie poszczególne wiersze można śledzić niczym stopklatki filmu drogi. Temat peregrynacji urasta  więc do rangi motywu przewodniego tej poezji i organizuje jej pozorną sekwencyjność. Nie bez znaczenia będzie tu otwierające tom motto z Ciorana: ”Nie zapomnę dnia, kiedy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>recenzja</h6>
<p>&nbsp;</p>
<h1 style="text-align: right;">Magda Łuka</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/04/Delta-wsteczna.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1251" title="Delta wsteczna" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/04/Delta-wsteczna-211x300.jpg" alt="" width="211" height="300" /></a><strong>Debiutancki tomik Pawła Łęczuka jest rodzajem liryki wspomnieniowej, utrzymanej w rozliczeniowym tonie, gdzie poszczególne wiersze można śledzić niczym stopklatki filmu drogi. Temat peregrynacji urasta  więc do rangi motywu przewodniego tej poezji i organizuje jej pozorną sekwencyjność. Nie bez znaczenia będzie tu otwierające tom motto z Ciorana: ”Nie zapomnę dnia, kiedy rodzice wsadzili mnie na wóz i zawieźli do liceum w mieście. To był koniec mojego pięknego snu, ruina mojego świata”, które należy odtąd traktować, jak klucz otwierający możliwe konkretyzacje.</strong></p>
<p><span id="more-1249"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Łęczuk naznacza standardowe poetyckie tematy – przemijanie, samotność, klęskę konfrontacji w świecie, rozczarowanie relacją – nie tyle drobiazgowym, co niezwykle plastycznym, barwnym, synestetycznym można by rzec opisem rzeczywistości. I ten zabieg właśnie wydobywa je z potencjalności, przywraca im cechy indywidualnego doświadczenia. „<em>Czerwone są tylko lampiony/ tańczące bezładnie lalki/ tyle mebli sztućców naczyń/ i taki spokój regularny/ jak kształt drewnianej pałeczki</em>” (wietnamska cisza w barze na wilczej), „Ż<em>oliborskie Sady są teraz brudne. Drzewa białe od pyłu z rozbieranych budynków. Osmalone od dymu. Bezdomni palą ogniska</em>.” (Sady Żoliborskie), czy „<em>Sztorm zmienia wszystko. Świna ucieka przed morzem, rozlewając/ ziarenka, które toczą się wolno po dnie</em>” (Delta wsteczna) – to tylko niektóre spośród mnożonych tu, realnie istniejących odniesień, którym często wtórują nazwiska, imiona osób znanych powszechnie, jak i tych z otoczenia autora. Odkrywając te konotacje, nakreślić można swoistą mapę pamięci punktów znaczących, tych przywołanych wcześniej filmowych kadrów, które nanizane zostają na konsekwentnie i przemyślanie tkaną przez podmiot nić czasu, drogi. Dzięki temu przestrzeń tomu zostaje uporządkowana, nawet – zhierarchizowana.</p>
<p style="text-align: justify;">Funeralny ton rozważań autora, znaczony pogrzebami, tak symbolicznymi, jak i rzeczywistymi, bywa sprawnie przełamywany  różnorodnymi poetyckimi chwytami, będącymi swego rodzaju wentylem dla wielu odmiennych, choć zwykle skrajnych emocji. „<em>Powieście mnie na krzyżu dobrze zapłacę/ chcę żeby ślady po gwoździach były trwalsze</em>”, krzyczy bluźnierczo „ja” liryczne w wierszu pogrzeb sebastiana horsleya, to znów w utworze kolejnym wyznaje: ”<em>Ocieplenie.(…) Lądolód kruszy się. Oddala północ</em>”. Świadczy to również o sprawnym u Łęczuka żonglowaniu różnorodnymi dykcjami, o wyczuleniu nie tylko na znaczenie nazywanego, lecz również na jego brzmienie.</p>
<p style="text-align: justify;">Poezja ta bardzo dobrze odnajduje się bowiem też w formie wypowiedzi lirycznej. Dostrzec to można w wielu fragmentach, choć najpełniej chyba w poemacie kłodzko 1974 – 2009, w którym fragmentaryczne wspomnienia dzieciństwa zmieniają nie tylko perspektywę postrzeganego świata, ale osadzone zostają w specyficznym języku: „<em>nie ma dobrych i złych wszystko jest trochę kwaśne trochę słodkie czasem gorzkie/ a czasem i gorzkie i słodkie czekolada z dodatkiem chili – śmieszne/ i straszne nie ma bobasa jest opole jest mama jest tata i brat jest kuba</em>”.</p>
<p style="text-align: justify;">Ostatni, zamykający tom utwór woda przynosi ukojenie, być może – zwiastuje nowe, a finalizuje go znacząco wers : ”<em>teraz dobrze lekko ciepło</em>”. Zatem tytułowa delta, choć wsteczna, ostatecznie pozwala ujść minionemu, zrzucić niejako jego ciążące jarzmo. Ma moc terapeutyczną dla skumulowanych latami przeżyć, płynąc, wygładza ich kontur.</p>
<p style="text-align: justify;">Debiutancki tomik Pawła Łęczuka to niezwykle osobista, poruszająca podróż o wymiarze uniwersalnym. Autor, rezygnując z nachalnych popisów erudycji czy przewartościowanej symboliki pracochłonnie ukutych metafor, w sposób prosty i niebanalny opowiada dokładnie to, co chciał opowiedzieć.</p>
<p style="text-align: justify;">Paweł Łęczuk, <em>Delta wsteczna</em>, Warszawa 2012</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/delta-wsteczna/" title="Delta wsteczna" rel="tag">Delta wsteczna</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/magda-luka/" title="Magda Łuka" rel="tag">Magda Łuka</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/pawel-leczuk/" title="Paweł Łęczuk" rel="tag">Paweł Łęczuk</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/poezja/" title="poezja" rel="tag">poezja</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/recenzja/" title="recenzja" rel="tag">recenzja</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/04/25/pozwolic-ujsc-minionemu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie jedno jej i imię</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/03/14/nie-jedno-jej-i-imie/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/03/14/nie-jedno-jej-i-imie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Mar 2012 19:10:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Dominiczak]]></category>
		<category><![CDATA[janka]]></category>
		<category><![CDATA[Kamila Nawrot]]></category>
		<category><![CDATA[Malarz]]></category>
		<category><![CDATA[Marcin Kowalczyk]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Marchow]]></category>
		<category><![CDATA[Primadonna]]></category>
		<category><![CDATA[Przemek Gulda]]></category>
		<category><![CDATA[Sto dni lata]]></category>
		<category><![CDATA[Szymon Bogacz]]></category>
		<category><![CDATA[Zemsta jest kobietą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1234</guid>
		<description><![CDATA[recenzja Kamila Nawrot &#160;                                                                                                                                                                                                                                               Antologia opowiadań pt.”Zemsta jest kobietą” krzyczy z okładki do bólu zaciśniętą pięścią, zsiniałą z napięcia, skrzącą się drapieżną czerwienią. Autorzy tomu  &#8211; wybrani drogą konkursowego naboru – realizują zadany projekt pomysłowo, fabułę konstruują we właściwym sobie stylu i klimacie, ale i w nierównym rzemiośle pisarskim. Kreację bohaterki kobiety w pisarstwie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>recenzja</h6>
<h1 style="text-align: right;">Kamila Nawrot</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">                                                                                                                                                                                                                                              <a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/03/zemsta1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1236" title="zemsta" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/03/zemsta1-218x300.jpg" alt="" width="218" height="300" /></a><strong>Antologia opowiadań pt.”<em>Zemsta jest kobietą</em>” krzyczy z okładki do bólu zaciśniętą pięścią, zsiniałą z napięcia, skrzącą się drapieżną czerwienią. Autorzy tomu  &#8211; wybrani drogą konkursowego naboru – realizują zadany projekt pomysłowo, fabułę konstruują we właściwym sobie stylu i klimacie, ale i w nierównym rzemiośle pisarskim. Kreację bohaterki kobiety w pisarstwie młodych twórców cechuje obraz spolaryzowany, bo uzależniony od indywidualnej konfrontacji autorów z fenomenem kobiecości, i od tego, czy jest widziany przez pryzmat kobiecej, czy męskiej percepcji.  Zatem czytanie kobiety i pisanie o niej naznaczone jest społecznymi, kulturowymi i płciowymi kodami.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1234"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Czytelnik w zbiorze „<em>Zemsta jest kobietą</em>” wiedziony bywa przez introwertyczne światy samotnych kobiet, uczestniczy w grze zazdrości i przemocy płciowej. W antologii wyraźnie zaznacza się  nurt zmaskulinizowanego modelu kobiecości – świadomie lub nie – budowany w opowiadaniach przez męskich reprezentantów zbioru oraz nurt zintegrowany wokół autorek, bardziej wsobny, o mniej agresywnej ekspresji języka i obrazu.</p>
<p style="text-align: justify;">Panowie, autorzy opowiadań zbioru „<em>Zemsta jest kobietą</em>” nadają swym bohaterkom takie struktury zachowań i reakcji, utkane są z takiej psychiczno &#8211; emocjonalnej materii, by urealniać męskocentryczną wyobraźnię. W opowiadaniu Szymona Bogacza główna postać kobieca Kristin inspirowana podstępem, seksualną zdradą, przedzierzga się ostatecznie w rozhisteryzowaną, masochistycznie pragnącą cierpienia ofiarę mężczyzny &#8211; ojca. Bogacz, konstruując rys psychologiczny bohaterki, tworzy studium kobiecego kompleksu Edypa. I źródła tego freudowskiego kompleksu, zachowania niszczycielskie, powodowane zemstą i złością tkwią również w rozrachunkach z ojcem.</p>
<p style="text-align: justify;">Natomiast bohaterka opowiadania Przemysława Guldy pt. „<em>Sto dni lata</em>” to młoda dziewczyna bez woli życia, pogrążona w porozstaniowej depresji, z poczuciem braku sensu, z zanikającym odruchem towarzyskim.  To przykład kreacji postaci kobiecej nie-istniejącej z powodu braku mężczyzny. Ożywcze przebudzenie może zdarzyć się wyłącznie przez mężczyznę. Z kolei w „W granicy starości” Marcina Kowalczyka jawi się wybitnie jednowymiarowa recepcja kobiecości, której granice definitywnie zamyka ekonomia ciała. Z obszaru atrakcyjności bohaterkę Zeldę wypycha jej starość, zbyt dojrzałe, nieprzyjemne ciało. Natomiast młodość w historii Kowalczyka ucieleśniona w Eleonorze, płaci ceną gwałtu, przemocy ze strony mężczyzn.</p>
<p style="text-align: justify;">Kontynuując przesłanie opowiadań  Bogacza, Guldy, Kowalczyka, wydaje się, że nie ma innego dyskursu niż męski i, jak rzekł J. Lacan: „Kobiecość funkcjonuje w ramach modeli i praw ustanowionych przez męskie podmioty.” Kobieta jest wypełnieniem męskiej wersji rzeczywistości, widziana jako element brakujący w  konstrukcji jego świata.  Bohaterkom Krsistinie, Zeldzie, Eleonorze rozdawane są role, by wzmocnić potencjał męskiego „ja”.</p>
<p style="text-align: justify;">Pisanie kobiece o kobiecie w antologii „<em>Zemsta jest kobietą</em>” bazuje na innowymiarowej wrażliwości. Bohaterki opowiadań poszukują siebie, swojego wyrazu istnienia – czy to w związkach partnerskich, czy samorealizacji, nawet tak skrajnie ambitnej, że oscylującej na granicy życia-śmierci. Na pewno narracja kobieca w zestawieniu z męską jest bardziej wyciszona, introwertyczna, dziejąca się w niej i dla niej. Bohaterki poszczególnych opowiadań świadome przeżywają swoją samotność, w obliczu której na nowo rewidują życiowe role partnerki, artystki, pisarki, wreszcie kobiety. W momencie wewnętrznej przemiany poznajemy Joannę, główną postać opowiadania „<em>Malarz</em>” Anny Dominiczak. W spokojnym, ale rutynowym życiu, jakie wiedzie bohaterka, rozpiętym między nudną pracą bibliotekarki, a rolą narzeczonej zapracowanego, wyzutego z romantyzmu Marka, następuje przebłysk, nagła świadomość nieznośności i niepewności sytuacji. Nadwątlone poczucie kobiecości bohaterka reanimuje w próbach flirtu z malarzem Kristianem, natomiast potrzebę bliskości i bezpieczeństwa szuka w tęsknotach do matki. Autorka Anna Dominiczak nie oferuje czytelnikowi atrakcyjnego romansu, pikanterii zdrady, pozostawia swą bohaterkę sam na sam ze sobą, dzięki temu buduje w niej wartość siebie, samoświadomej, czujnej i wrażliwej na zmiany kobiety. Joanna mierzy się ze smutną obserwacją: „ (…) <em>nie można być z kimś namiętnie i z szaleństwem w duszy, desperacko i głęboko – trzeba być umiarkowanie, ostrożnie, z powagą i odpowiednim dystansem</em>”. Oto jak intensywnie pragnie być kobieta i z jaką trzeźwością diagnozuje rzeczywistość.</p>
<p style="text-align: justify;">Więcej dynamizmu, diabelskiej kreacji w konstrukcję psychiczną bohaterki wniosła Marta Marchow, opowiadaniem ”<em>Primadonna</em>”. To studium patologicznej ambicji i próba samookreślenia siebie na granicy życia i śmierci. Groteskowa, ale w końcu zbrodnicza gra bohaterki Xymeny, jej wadzenie się z przeznaczeniem i na przekór jemu wcielenie się w rolę primadonny, służy nobilitacji niespełnionego „ja” do „ja” idealnego, wymarzonego. Maestrię przemiany Xymena jakoby w amoku, ale dokonuje w pełni świadomie (wycezylowana reżyseria, prowadzone notatki, pamiętnik), zatem jest to obraz desperackiego radzenia sobie z niedostatkiem osobowościowym, a także majstersztyk autokreacji.</p>
<p style="text-align: justify;">W zbiorze „<em>Zemsta jest kobietą</em>” równouprawniony układ pisarzy po stronie damskiej i męskiej daje spektrum wielowymiarowej reprezentacji kobiety. Odmienna refleksyjność czy logika narracji opowiadań po raz kolejny ujawnia, że kobiecość mocno uwarunkowana jest od dyskursu płciowego, a ten z kolei od warunków kulturowych, społecznych, edukacyjnych. Można rzec &#8211; inna płeć, inne pisanie, inna reprezentacja. Jakkolwiek sam pomysł dialogu i wzajemnej konfrontacji pisarskiej obu płci w antologii „Zemsta jest kobietą” zasługuje na uznanie, także za pomysłowość, ale przede wszystkim za dwugłos na temat kobiety, za to, że jej tożsamość, przemiany cielesne i duchowe poddane różnorodnym sposobom postrzegania i odmiennej wrażliwości.</p>
<p style="text-align: justify;">Tytuł:  Zemsta jest kobietą<br />
Wydawnictwo: Janka<br />
Rok: 2011<br />
Liczba Stron: 287<br />
ISBN: 978-83-62247-14-1</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/anna-dominiczak/" title="Anna Dominiczak" rel="tag">Anna Dominiczak</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/janka/" title="janka" rel="tag">janka</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/kamila-nawrot/" title="Kamila Nawrot" rel="tag">Kamila Nawrot</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/malarz/" title="Malarz" rel="tag">Malarz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/marcin-kowalczyk/" title="Marcin Kowalczyk" rel="tag">Marcin Kowalczyk</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/marta-marchow/" title="Marta Marchow" rel="tag">Marta Marchow</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/primadonna/" title="Primadonna" rel="tag">Primadonna</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/przemek-gulda/" title="Przemek Gulda" rel="tag">Przemek Gulda</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/sto-dni-lata/" title="Sto dni lata" rel="tag">Sto dni lata</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/szymon-bogacz/" title="Szymon Bogacz" rel="tag">Szymon Bogacz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/zemsta-jest-kobieta/" title="Zemsta jest kobietą" rel="tag">Zemsta jest kobietą</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/03/14/nie-jedno-jej-i-imie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ponury autoportret celebryty</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/02/29/ponury-autoportret-celebryty/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/02/29/ponury-autoportret-celebryty/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Feb 2012 06:38:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Frederic Beigbeder]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Mapa i Terytorium]]></category>
		<category><![CDATA[Michel Houellebecq]]></category>
		<category><![CDATA[W.A.B]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1222</guid>
		<description><![CDATA[recenzja Grzegorz Butkiewicz &#160; Michel Houellebecq powraca książką „Mapa i terytorium”. I jest to powrót imponujący, nie tylko z tego względu, że zdobył za tę powieść prestiżową Nagrodę Gouncortów, ale też napisał książkę tak odmienną od chociażby „Cząstek elementarnych”. W „Mapie i terytorium” nie ma bowiem pustych bohaterów, którzy działają jedynie pod wpływem motywacji seksualnej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>recenzja</h6>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/02/mapa-i-terytorium.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1223" title="mapa-i-terytorium" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/02/mapa-i-terytorium-183x300.jpg" alt="" width="183" height="300" /></a><strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Michel Houellebecq powraca książką „<em>Mapa i terytorium</em>”. I jest to powrót imponujący, nie tylko z tego względu, że zdobył za tę powieść prestiżową Nagrodę Gouncortów, ale też napisał książkę tak odmienną od chociażby „<em>Cząstek elementarnych</em>”. W „<em>Mapie i terytorium</em>” nie ma bowiem pustych bohaterów, którzy działają jedynie pod wpływem motywacji seksualnej, za to przedstawiony został jeden z wielkich tematów literatury jakim jest znużenie życiem, światem i sobą, które znane było choćby romantykom czy egzystencjalistom. Z tym że w tym tekście to doświadczenie przedstawione zostaje na tle początku XXI wieku, a więc w epoce konsumpcyjnego przesytu, a zarazem podupadającego kapitalizmu, który nie zdołał ochronić świata przed kolejnymi falami kryzysu.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1222"></span>W powieści mamy dwóch bohaterów nękanych poczuciem nieustającego rozgoryczenia: malarza Jeda Martina i pisarza Michela Houellebecqua. Oboje są artystami, którzy odnieśli znaczący sukces, ale w życiu osobistym nie mogą uwolnić się od poczucia przegranej. Oboje unikają reporterskich fleszy i medialnego wścibstwa. Łączą ich zatem wspólne doświadczenia i podobieństwo charakterów. Na przykładzie Jeda Martina autor z właściwą sobie wnikliwością i rozmachem pokazuje jednostkę wyobcowaną, niezdolną do nawiązania głębszych relacji z otaczającym światem, która nie potrafi rozwikłać problemu własnej samotności. Na pewno dzieciństwo Jeda, w którym brakowało matki, a relacje z ojcem były chłodne, przyczyniły się do nasilenia poczucia izolacji i pomimo dostatku materialnego i gruntownego wykształcenia malarz nie zdołał zapobiec poczuciu prywatnej klęski.</p>
<p style="text-align: justify;">W przypadku drugiego bohatera, Michela Houellebecqua, jest podobnie. Sukces wydaje się mieć dla niego niewielkie znaczenie, a pisarz wiedzie życie niemal w całkowitym odosobnieniu. Wkrótce po przeprowadzce z Irlandii do Francji, do domu, w którym spędził dzieciństwo, pisarz zostaje zamordowany. Śledztwo francuskiej policji w tej sprawie, staje się zatem formą autokreacji pisarza, a drobiazgowe procedury funkcjonariuszy sprawiają, że Houellebecq kreuje siebie samego, czerpiąc z konwencji bliskiej literatury faktu, tym bardziej, że jest daleki od konfrontowania się z jakimkolwiek obiegowym wyobrażeniem pisarza, czy mitem artysty, a dodatkowo wplata w fabułę autentyczne personalia osób z nim związanych. Ponadto policja nie tylko przeszukuje jego dom, prowadzi przesłuchanie z wydawcą i kolegą po piórze – Fredrikiem Beigbederem, ale również włamuje się do jego komputera i skrzynki mailowej. Pomimo tego, że Houellebecqua określili jako celebrytę, obawiając się, że śledztwo będzie prowadzone pod presją opinii publicznej, policjanci ze zdumieniem odkrywają, że pisarz żył w skrajnej samotności. W zasadzie jedynym przejawem jego życia prywatnego była skąpa korespondencja mailowa z kilkoma byłymi kochankami, ale i tak z żadną z nich nie spotkał się od lat i nie miał zamiaru się spotkać.</p>
<p style="text-align: justify;">„<em>Mapa i terytorium</em>” jakkolwiek jest bogata w szereg ciekawych refleksji dotyczących problemów dzisiejszego świata, pozostaje przede wszystkim powieścią o samotności, wyobcowaniu i znudzeniu światem. Jeszcze jednym dziełem, które podejmuje ten temat i z pewnością nie ostatnim. Ale warto zauważyć, że pisarz podchodzi do tego doświadczenia z pewnym dystansem, bo nie próbuje swojego bólu rozlać na świat, jak to czynili romantycy, nie próbuje również zamknąć go w zawiłych konstrukcjach pojęciowych właściwych egzystencjalistom. Houellebecq wierzy, albo chce przynajmniej wierzyć, że człowiek może osiągnąć szczęście i życiowe spełnienie, pomimo wewnętrznych i zewnętrznych przeszkód. Na drodze Jeda Martina pojawiła się piękna Rosjanka, Olga, która nie tylko otworzyła mu drzwi do sukcesu, ale być może mogła znaczyć dla niego o wiele więcej. Oto jak autor komentuje rozstanie Jeda z Olgą: „&#8230; <em>życie daje czasem człowiekowi szansę, ale jeśli jest się zbyt tchórzliwym lub niezdecydowanym, aby z niej skorzystać, życie zaczyna od nowa rozdawać karty; jest taki moment, kiedy można coś zrobić, aby zdobyć szczęście, ten moment trwa kilka dni, czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, ale następuje on raz i tylko raz; nie można do niego wrócić, brak już miejsca na entuzjazm, na pewność siebie i wiarę, pozostaje jedynie łagodna rezygnacja, wzajemna i pełna smutku litość, niepotrzebne, a zarazem słuszne poczucie, że coś mogło się zdarzyć</em>&#8230;” W innym miejscu Michel Houellebecq jako bohater podczas rozmowy z Martinem wyznaje: „&#8230;<em> Cóż, ma pan rację: moje życie kończy się i jestem rozczarowany. Nie nastąpiło nic z tego, czego oczekiwałem jako młody człowiek. Przeżyłem chwile interesujące, ale zawsze trudne, zawsze na granicy mych sił, nic nigdy nie zostało mi darowane, a teraz mam już tego dosyć</em>&#8230;” Zatem w sumie obaj bohaterowie pogrążeni w samotności i rozpaczy, mają poczucie realnej straty, poczucie, że szczęście się im wymknęło, a sukces artystyczny wcale nie był tym, czego tak naprawdę pożądali.</p>
<p style="text-align: justify;">Autor w „<em>Mapie i terytorium</em>” uśmiercił również Fredrica Beigbedera. A w notce prasowej, jaką przeczytał Martin na ten temat, można było znaleźć zdanie, że Beigbeder umarł otoczony miłością bliskich. I to jest jeszcze jeden motyw, który świadczy o tym, że być może obaj bohaterowie: Martin i Houellebecq mogli się przed samotnością uchronić, że ich niedostosowanie i wyobcowanie nie musiało wcale przesądzać o ich egzystencji, a przed poczuciem życiowej porażki mogli się obronić, jeśli starczyło by im siły i wiary, aby wykorzystać ważne życiowe momenty.</p>
<p style="text-align: justify;">Autor: Michel Houellebecq<br />
Tytuł: Mapa i terytorium<br />
Przekład: Beata Geppert<br />
Wydawnictwo: W.A.B.<br />
Rok: 2011<br />
ISBN: 978-83-7747-508-9<br />
Liczba stron: 381</p>
<p>&nbsp;</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/frederic-beigbeder/" title="Frederic Beigbeder" rel="tag">Frederic Beigbeder</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/mapa-i-terytorium/" title="Mapa i Terytorium" rel="tag">Mapa i Terytorium</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/michel-houellebecq/" title="Michel Houellebecq" rel="tag">Michel Houellebecq</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/w-a-b/" title="W.A.B" rel="tag">W.A.B</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/02/29/ponury-autoportret-celebryty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chwile zgubione, skradzione, odzyskane…</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/02/16/chwile-zgubione-skradzione-odzyskane%e2%80%a6/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/02/16/chwile-zgubione-skradzione-odzyskane%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 19:05:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Impresje]]></category>
		<category><![CDATA[Spojrzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Bernadetta Żynis]]></category>
		<category><![CDATA[Chwile zgubionego czasu]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna Natalia Czapiewska]]></category>
		<category><![CDATA[klub literacki WERS]]></category>
		<category><![CDATA[Slawomir Kortas]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1215</guid>
		<description><![CDATA[impresje Bernadetta Żynis &#160; Właśnie trafił do nas tomik wierszy „Chwile zgubionego czasu” Katarzyny Natalii Czapiewskiej, debiutującej młodej poetki. Te kilkadziesiąt wierszy to zapis jej zdziwienia światem, człowiekiem, losem, historią, sobą… Zdziwienia, które w takim samym stopniu wynika z niemożności ogarnięcia doświadczenia, zawładnięcia nim i zamknięcia w pamięci, jak i z niemożności odnalezienia słów, które [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>impresje</h6>
<h1 style="text-align: right;">Bernadetta Żynis</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/02/Chwile-zgubionego-czasu.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1216" title="Chwile zgubionego czasu" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/02/Chwile-zgubionego-czasu-189x300.jpg" alt="" width="189" height="300" /></a><strong>Właśnie trafił do nas tomik wierszy „Chwile zgubionego czasu” Katarzyny Natalii Czapiewskiej, debiutującej młodej poetki. Te kilkadziesiąt wierszy to zapis jej zdziwienia światem, człowiekiem, losem, historią, sobą… Zdziwienia, które w takim samym stopniu wynika z niemożności ogarnięcia doświadczenia, zawładnięcia nim i zamknięcia w pamięci, jak i z niemożności odnalezienia słów, które by chciały zastąpić pamięć, wyręczyć ją i jak wygodne pocztówki przywołać każdą z chcianych i niechcianych chwil…</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1215"></span></p>
<p style="text-align: justify;">W tomiku dominuje zdziwienie autorki, że słowa tak niewiele mogą, jak niewiele może człowiek wobec siebie, innego, i świata… Ale niewiele, nie znaczy nic i z tego „nie-nic” rodzą się kolejne strofy.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Miejsce</em><br />
<em>w którym rzeczywistość</em><br />
<em>jest na wciągnięcie ręki</em><br />
<em>Wystarczy</em><br />
<em>tylko po nią sięgnąć</em></p>
<p><em>Do poprzedniego wiersza</em><br />
<em>zostały dwa środkowe wersy</em><br />
<em>do napisania</em><br />
<em>Napiszą się same</em></p>
<p><em>Czasami wystarcza</em><br />
<em>to czego nie chcę</em> (<em>Pozamykałam drzwi i okna,</em> s. 36)</p>
<p>„Latarnicy codziennych spraw”, choć są pozbawieni pewności, podejmują jednak decyzję, dokonują wyborów i urządzają się w świecie wielowymiarowym, godzą się z własną niezgodą na siebie „rozpuszczonego” w płynnej rzeczywistości, na siebie pozbawionego istoty i na świat, który nie potrafi zaproponować czegoś absolutnie pewnego. Ich decyzja wynika z przekonania, że choć nie ma nic pewnego, warto żyć tak, jakby pewne było to, co dla nas najważniejsze – wiara, nadzieja, miłość, wierność, wyobraźnia, drugi człowiek, ja sam, przyroda… I nawet jeśli pod tymi nazwami kryją się wartości „puste i niejednoznaczne”, nie mamy innych, więc niech stają się „tak rzeczywiste, że aż nierealne”, a nie na odwrót.</p>
<p lang="en-US"><em>To prawda, masz rację</em><br />
<em>jak zawsze</em><br />
<em>Uroiłam sobie ciebie</em><br />
<em>ot tak po prostu</em><br />
<em>bawiąc się moją i twoją wyobraźnią.</em><br />
<em>Wymyśliłam sobie możliwość,</em><br />
<em>którą nazwałam Człowiekiem.</em><br />
(…)<br />
<em>Wymyśliłam sobie</em><br />
<em>Rzeczywistość, w której umieściłam nas</em>. (<em>Powrót do Matki Ziemi</em>, s. 14)</p>
<p style="text-align: justify;" lang="en-US">Jednak czasem to, czym dysponujemy, to jedynie słowa, dlatego Autorka wykorzystuje je, by pokazać, że mimo iż nie są światem, świat opisują, jednocześnie go przekraczając, nie mieszcząc się w nim. Wykorzystuje grę słów, polifoniczność, by wskazać, jak przywoływana przez słowa rzeczywistość jest dalece niepewna i nieuchwytna, niczym chwila przed zaśnięciem, gdy świat rozmywa się, zyskuje dodatkowe wymiary, a my o żadnym z nich nie potrafimy orzec, że jest realniejszy, prawdziwszy, pewniejszy niż inne. Zostajemy z tą niepewnością zasypiając/budząc się tak jak Konfucjusz, który nie wie, czy jest motylem, który śni, że jest człowiekiem, czy człowiekiem, który śni sobie los motyla…</p>
<p><em>Odwiedził mnie sen</em><br />
<em>cichy jak kot</em><br />
<em>Złodziej chwil utraconych</em></p>
<p><em>Przyśniło – zdarzyło mi się</em><br />
<em>A może i nie?</em><br />
<em>Raz w senną rzeczywistość skoczyć</em> (<em>Przyśniło mi się</em>, s. 26)</p>
<p>Czy można mieć pretensje do rzeczywistości, że nie jest taka, jak się ją wymarzyło, do miłości, że nie przychodzi, a jak przyjdzie, to nie jest taka, do jakiej się tęskniło, do życia, że nie jest takie, jakiego się pragnęło, a na dodatek tak kruche i łatwo ucieka, do siebie, że nie spełnia się własnych marzeń i wyobrażeń… Można, oczywiście, że można, to właśnie z tego żalu i rozczarowania rodzi się poezja Katarzyny Natalii Czapiewskiej.</p>
<p><em>Bo każde istnienie</em><br />
<em>warte jest więcej</em><br />
<em>od nieistnienia</em> (<em>Bo każdy koniec jest początkiem</em>, s. 27)</p>
<p style="text-align: justify;" lang="en-US">Autor: Katarzyna Natalia Czapiewska<br />
Tytuł: Chwile zgubionego czasu<br />
Wydawca: Sławomir Kortas przy wsparciu klubu literackiego WERS z Bytowa<br />
Rok: 2011<br />
ISBN: 987-83-933878-0-9<br />
Liczba stron: 39</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/bernadetta-zynis/" title="Bernadetta Żynis" rel="tag">Bernadetta Żynis</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/chwile-zgubionego-czasu/" title="Chwile zgubionego czasu" rel="tag">Chwile zgubionego czasu</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/katarzyna-natalia-czapiewska/" title="Katarzyna Natalia Czapiewska" rel="tag">Katarzyna Natalia Czapiewska</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/klub-literacki-wers/" title="klub literacki WERS" rel="tag">klub literacki WERS</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/slawomir-kortas/" title="Slawomir Kortas" rel="tag">Slawomir Kortas</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/02/16/chwile-zgubione-skradzione-odzyskane%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia tanga według Escolaso</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/01/31/historia-tanga-wedlug-escolaso/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/01/31/historia-tanga-wedlug-escolaso/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 21:12:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Andrés Guzmán]]></category>
		<category><![CDATA[Anselmo Aieta]]></category>
		<category><![CDATA[Astor Piazzolla]]></category>
		<category><![CDATA[Damián Cortés]]></category>
		<category><![CDATA[Francisco De Caro]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Julian Plaza]]></category>
		<category><![CDATA[koncert]]></category>
		<category><![CDATA[Mariano Mattar]]></category>
		<category><![CDATA[Tango]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1187</guid>
		<description><![CDATA[koncert Grzegorz Butkiewicz &#160; Występ trzech gitarzystów klasycznych z Argentyny &#8211; Escolaso guitarra tango trio &#8211; w sali filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku był znakomitą okazją do zapoznania się z twórczością argentyńskich kompozytorów, a w szczególności z argentyńskim tangiem. Muzycy nie tylko przybliżyli dokonania najbardziej popularnego Astora Piazzolli, ale zaprezentowali również utwory innych, mniej znanych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>koncert</h6>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/Escolaso.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1188" title="Escolaso" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/Escolaso-300x267.jpg" alt="" width="300" height="267" /><strong></strong></a><strong>Występ trzech gitarzystów klasycznych z Argentyny &#8211; Escolaso guitarra tango trio &#8211; w sali filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku był znakomitą okazją do zapoznania się z twórczością argentyńskich kompozytorów, a w szczególności z argentyńskim tangiem. Muzycy nie tylko przybliżyli dokonania najbardziej popularnego Astora Piazzolli, ale zaprezentowali również utwory innych, mniej znanych twórców tanga np.: Juliana Plazy, Anselma Aiety, czy Francisca De Caro. Gitarzyści celowo zrezygnowali z wirtuozowskich popisów, skupiając się w warstwie formalnej na klasycznych rozwiązaniach, które miały na celu wiernie i przystępnie zaprezentować tango jako dorobek kultury argentyńskiej.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1187"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Tango, jak wspominał jeden z gitarzystów podczas koncertu, narodziło się w Argentynie wśród niższych klas społecznych. Zatem początkowo był to taniec i muzyka ulicy, podrzędnych barów i domów publicznych. Warto wspomnieć, że jako taniec był trzeci po walcu i polce, w którym para obejmowała się. Ale ze względu na jego improwizowany charakter, przesycony śmiałą erotyką, początkowo był zakazywany. Jednak rosnąca z czasem popularność tanga, a również coraz bardziej bogata forma muzyczna sprawiły, że dzisiaj tango stało się dla Argentyny znakiem rozpoznawalnym, a Piazzollę często porównuje się z Chopinem za genialny wyraz w muzyce lokalnego folkloru.</p>
<p>Zatem muzyka zagrana przez Mariano Mattara, Andrésa Guzmána i Damiána Cortésa zawierała wszystkie cechy tanga wspomniane powyżej. Zaprezentowane kompozycje przesycone były erotyzmem, można było wyczuć w nich smutek miłosny, tęsknotę, siłę pragnienia, ale momentami i liryczną radość. <em>Flores Negras</em> Francisca De Cary był chyba najsmutniejszym utworem, ale zarazem pełnym nastrojowego wdzięku, kompozycja podobała się publiczności. Największym powodzeniem cieszyły się oczywiście kompozycje Astora Piazzolli: <em>Zita</em> i <em>La Muerte de Angel</em>. Cechowało je zdecydowanie największe bogactwo formalne, a więc złożona tematyka i jej częsta, dynamiczna zmienność. <em>La Muerte de Angel</em> była też oryginalnie zaaranżowana na trzy gitary, co również wypada podkreślić. Ciekawym punktem koncertu było zaśpiewanie przy akompaniamencie gitar trzech utworów m. in. <em>Mariposity</em> Anselma Aiety. Choć niekiedy te kompozycje mogły kojarzyć się piosenką estradową,  to w nich również zawarta była silna erotyczna ekspresja, charakterystyczna dla tanga.</p>
<p>Koncert tria Escolaso może nie wywołał przesadnej euforii wśród publiczności, ale mógł się podobać właśnie ze względu na pokazanie tanga jako elementu tradycyji argentyńskiej. Warto nadmienić, że muzycy po raz pierwszy byli w Polsce i oprócz występu w Słupsku zagrali koncert w Krakowie. Była to zatem rzadka i warta uwagi okazja, aby zbliżyć się do tanga argentyńskiego w jego klasycznej formie, zaprezentowanej wprawdzie rzetelnie, choć może niekiedy nie było w niej zbyt wiele tak oryginalnego i charakterystycznego,  jak choćby dla Piazzolli, elementu efektownego, ekspresyjnego popisu wirtuozowskiego.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/andres-guzman/" title="Andrés Guzmán" rel="tag">Andrés Guzmán</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/anselmo-aieta/" title="Anselmo Aieta" rel="tag">Anselmo Aieta</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/astor-piazzolla/" title="Astor Piazzolla" rel="tag">Astor Piazzolla</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/damian-cortes/" title="Damián Cortés" rel="tag">Damián Cortés</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/francisco-de-caro/" title="Francisco De Caro" rel="tag">Francisco De Caro</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/julian-plaza/" title="Julian Plaza" rel="tag">Julian Plaza</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/koncert/" title="koncert" rel="tag">koncert</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/mariano-mattar/" title="Mariano Mattar" rel="tag">Mariano Mattar</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/tango/" title="Tango" rel="tag">Tango</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/01/31/historia-tanga-wedlug-escolaso/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Escolaso guitarra tango trio</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/01/16/escolaso-guitarra-tango-trio/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/01/16/escolaso-guitarra-tango-trio/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 20:13:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wydarzenia]]></category>
		<category><![CDATA[Zapowiedzi]]></category>
		<category><![CDATA[Astor Piazzolla]]></category>
		<category><![CDATA[Escolaso guitarra tango trio]]></category>
		<category><![CDATA[Tango]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1175</guid>
		<description><![CDATA[ koncert &#160; Zapraszamy na koncert nie tylko dla miłośników tanga, lecz również gitary klasycznej. Escolaso Trio tworzą: Mariano Mattar, Andrés Guzmán i Damián Cortés. Zespół istnieje od 2002 roku. Pierwszą płytę pt. Escolaso wydali w 2004 roku, czego efektem było dwukrotne tournée po Europie. Ich muzyka sięga nawet dalej. Trzecia trasa koncertowa objęła również Iran [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6 align="justify"> koncert</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p align="justify"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/koncert201201-plakat.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1176" title="jpg2011-plakat" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/koncert201201-plakat-214x300.jpg" alt="" width="214" height="300" /></a><strong>Zapraszamy na koncert nie tylko dla miłośników tanga, lecz również gitary klasycznej. Escolaso Trio tworzą: Mariano Mattar, Andrés Guzmán i Damián Cortés. Zespół istnieje od 2002 roku. Pierwszą płytę pt.<em> Escolaso</em> wydali w 2004 roku, czego efektem było dwukrotne tourn<em>é</em>e po Europie. Ich muzyka sięga nawet dalej. Trzecia trasa koncertowa objęła również Iran i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Trio zapraszane jest na ważne festiwale gitarowe, takie jak między innymi niemiecki <em>Open Strings Festival</em>. Wszyscy muzycy mieszkają w Argentynie. Do Polski przyjechali tylko na dwa koncerty: w Krakowie i Słupsku.  A ponadto w 2012 roku minie 20. rocznica śmierci Astora Piazzolli, wybitnego argentyńskiego kompozytora, który wprowadził Tango do kanonu muzyki klasycznej. Ten koncert będzie poświęcony przede wszystkim tej wybitnej postaci i z pewnością usłyszymy jego kompozycje. Koncert w Słupsku odbędzie się 29.01.2012 w sali filharmonii Sinfonia Baltica o godzinie 18.00. Bilety w cenie 35/25 zł.<br />
</strong></p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/astor-piazzolla/" title="Astor Piazzolla" rel="tag">Astor Piazzolla</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/escolaso-guitarra-tango-trio/" title="Escolaso guitarra tango trio" rel="tag">Escolaso guitarra tango trio</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/tango/" title="Tango" rel="tag">Tango</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/01/16/escolaso-guitarra-tango-trio/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Torino Film Festiwal</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2012/01/03/torino-film-festiwal/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2012/01/03/torino-film-festiwal/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Jan 2012 14:59:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Raport]]></category>
		<category><![CDATA[Relacje]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Flejter]]></category>
		<category><![CDATA[Robert Altman]]></category>
		<category><![CDATA[Torino Film Festiwal]]></category>
		<category><![CDATA[Władysław Tatarkiewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1160</guid>
		<description><![CDATA[raport korespondencja z Turynu Małgorzata Flejter &#160; Piemont, najdalej na północny-zachód wysunięty region Włoch gościł w swej stolicy tegoroczną, już 29. edycję Torino Film Festiwalu. Filmy wyświetlane w jego ramach „z otwartymi ramionami” przyjęły trzy kina, oddzielone od siebie o, jak twierdził autor festiwalowego katalogu, nie więcej niż 15 minut spacerem, która to informacja mogłaby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>raport<br />
korespondencja z Turynu</h6>
<h1 style="text-align: right;">Małgorzata Flejter</h1>
<h3 style="text-align: right;"></h3>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF1.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1166" title="29TFF1" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF1-232x300.jpg" alt="" width="232" height="300" /></a><strong>Piemont, najdalej na północny-zachód wysunięty region Włoch gościł w swej stolicy tegoroczną, już 29. edycję Torino Film Festiwalu. Filmy wyświetlane w jego ramach „z otwartymi ramionami” przyjęły trzy kina, oddzielone od siebie o, jak twierdził autor festiwalowego katalogu, nie więcej niż 15 minut spacerem, która to informacja mogłaby śmiało podlegać korekcie. Odpuszczę jednakże jego organizatorom z uwagi na to, że cała infrastruktura festiwalowa zasługuje na pochwałę.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"> <span id="more-1160"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1167" title="29TFF2" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF2-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Filmy, które widzowie mieli okazję obejrzeć podczas tych dziewięciu dni święta kina, wyświetlane były w ramach sekcji: Torino 29/ Feature Film Competition, Festa Mobile/ A moveable feast, Raporto Confidenziale/ Confidential Report, Onde/ Waves, Italiana.Doc, Italiana.Corti, Figli e amanti/ sons and lovers, Robert Altman, Dorian Gray, Spazio Torino, Torinofilmlab, Cinema e cinemi/ Cinema and cinemas.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie muszę pisać, że Robert Altman wielkim reżyserem był, tak więc retrospektywa jego filmów nie mogła zostać niedoceniona. Choć zawsze istnieje zagrożenie, że inna społeczność niż ta, z której autor filmu się wywodzi, nie przyjmie jego dorobku w należny mu sposób, w tym przypadku nie ma o tym mowy. Czy jednak filmy zostały zrozumiane, tego nie wiadomo. Jednakże obecność znamienitych, amerykańskich gości, Kathryn and Stephn Altman, Keith Carradine, Michael Murphy oraz Matthew Seig, którzy seanse filmów, biorących udział w retrospektywie, niemal za każdym razem zapowiadali, na pewno w tym pomogła.</p>
<p style="text-align: justify;">W kwestii owego, swoistego każdej kulturze odbioru filmu, doskonałym przykładem niechaj będzie seans <em>El Arbol de las fresas</em>, Simone Rapisarda Casanova, 2011, filmu będącego historią wioski kubańskiej, Juan Antonio, zrównanej z ziemią przez huragan. Reżyser dokumentuje życie wioski sprzed katastrofy ekologicznej. Mieszkańców wioski obserwujemy podczas codziennych obowiązków i przyjemności.</p>
<p style="text-align: justify;">Wyświetlone w ramach festiwalu filmy włoskie, to utwory: krótkometrażowe, dokumentalne oraz, przeprowadzona na małą skalę, retrospektywa dzieł wielkich artystów kina włoskiego: Gianniego Franciolini, Luigiego Comencini, Michelangelo Antonioniego, Dino Rosi, Maria Camerini oraz Gian Luigi Polidoro.</p>
<p style="text-align: justify;">Włoskie filmy krótkometrażowe nie zachwycają. Zwycięzca konkursu na najlepszy z nich <em>Occhio di vetro chore non dorme</em>, Gabriele di Munzio, 2011, przez pryzmat szeregu tworzących spójną, acz pozbawioną puenty całość, opowiada nam sytuację dzisiejszych prostytutek. Włoski krótkometraż uzurpuje sobie prawo do bycia sztuką, bowiem bazuje na szoku, co, odwołując się do definicji sztuki autorstwa Władysława Tatarkiewicza, automatycznie powinno go sztuką czynić. Mają więc oni dług wdzięczności dla Tatarkiewicza.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF3.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1168" title="29TFF3" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF3-300x168.jpg" alt="" width="300" height="168" /></a>Na drugim natomiast biegunie, w stosunku do rozczarowującego poziomu włoskiego filmu krótkiego, znajduje się dorobek włoskich dokumentalistów. Zdecydowanie na uwagę zasługuje <em>Il Castello</em>, film bardzo młodych twórców, Massimo D’Anolfi i Martina Parenti, rok produkcji 2011, którzy rejestrują rok działalności międzynarodowego, mediolańskiego lotniska Malpensa.</p>
<p style="text-align: justify;">Oglądając utwór, w głowie widza rodzi się pytanie i ciągle, jak echo, powtarza: jak to możliwe, że twórcy dostali pozwolenie na te zdjęcia? Pokazuje on bowiem w jaki sposób policja, której zadaniem jest dokładna kontrola pasażerów, traktuje potencjalnych przemytników, w jak przedmiotowy sposób się to odbywa.      Reżyserzy pokazują nam obraz rzeczywistości, który należałoby analizować przez pryzmat filozofii prędkości Paula Virilio. Zgodnie z jego teorią prędkość, z jaką się poruszamy, kształtuje życie społeczne oraz mechanizmy sprawowania władzy. Możliwe do osiągnięcia, w przypadku interesujących reżyserów samolotów, setki, tysiące kilometrów na godzinę są najszybszym z dostępnych dziś rozwiązań, zgodnie z teorią Paula Virilio mają więc największy wpływ na kształt życia społecznego i sprawowania władzy. Virilio zwraca także uwagę na to, iż prędkość, to także generator zagrożenia, w postaci nowych rodzajów śmierci, wojny, przemocy, agresji. To transport lotniczy bowiem umożliwił szybki i sprawny przewóz ludzi, co niektórzy usiłują wykorzystać do niecnych celów. Tani i dostępny transport lotniczy sprawił, że jest to dziś zjawisko na skalę masową, co z kolei sprowadza człowieka do poziomu mrówki w mrowisku, niewiele znaczącego pionka w grze wielkiego świata.</p>
<p style="text-align: justify;">Drugi z włoskich filmów dokumentalnych, który szczególnie zapadł mi w pamięć, ze względu na wartość informacyjną i sposób przekazu, to <em>Il corpo del duce</em>, Fabrizio Laurenti, 2011. Historia zwłok zamordowanego Mussoliniego. Film powstaje na podstawie książki o tym samym tytule, nie zaskakuje formą, jednak umiejętnie podane fakty sprawiają, że treść, w sposób bardzo przystępny, przekazywana jest widzowi.</p>
<p style="text-align: justify;">Co do innych sekcji, kilka filmów zasługuje na uwagę szczególną. <em>17 filles, </em>Delhine e Muriel Coulin, 2011, to znakomity przykład filmu postmodernistycznego. Jego bohaterki, dziewczęta będące uczennicami szkoły średniej, za wszelką cenę usiłują zajść w ciążę. „Kieszonkowe” zamiast na imprezy, wydają na kolejne testy ciążowe, a największą ich radość budzi, gdy  wykazuje on wynik pozytywny. Mężczyźni natomiast, w tym utworze, sprowadzeni zostają do roli dawców nasienia.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>A annan veg/ Either Way</em>, Hafsteinn Gunnar Sigurdsson, 2011, nagrodzony, islandzki film o prawdziwej, męskiej przyjaźni. Dwóch pracujących prężnie przyjaciół, których zadaniem jest oznakowanie dróg, w chwilach wolnych od pracy prowadzą sprośny dialog o swoich przyszłych partnerkach łóżkowych. Film jest prosty w przekazie, nie ma treści ukrytych, ani podwójnych sensów, ale właśnie ta jego bezpretensjonalność stanowi jego siłę.</p>
<p style="text-align: justify;">Podczas festiwalu obejrzeć można oczywiście szereg filmów, których poziom satysfakcjonuje wybrednego widza, ale, zanim jednoznacznie określi on swój do niego stosunek, stawia go przed pytaniem, czy warto jest kręcić o tym ponownie, znów?</p>
<p style="text-align: justify;">Do tej kategorii filmów bez wątpienia zaliczyć można <em>Ghosted</em>, Craig Viveiros, 2011, historię młodego więźnia, który usiłuje odnaleźć się w strukturze społecznej, której staje się częścią.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Piu grandi di tutti</em>, Carlo Virzi, 2011, lekka komedia o byłym zespole rockowym, którego muzycy zrzeszają się ponownie na potrzeby filmu, który chce o nich nakręcić nieżałujący grosza, zagorzały fan.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF4.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1169" title="29TFF4" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2012/01/29TFF4-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Z nieukrywanym smutkiem stwierdzam, że nie został pokazany żaden film produkcji naszego kraju, czemu jednak szczególnie się nie dziwię. Co jednak było dla mnie szokiem to fakt, iż Q&amp;A nie były tłumaczone na angielski. Więcej zastrzeżeń do organizatorów nie mam, jedynie wątpliwości, co się tyczy poziomu świadomości artystów filmowych. Czy natomiast zdanie to powinno zostać uzupełnione o epitet „zdecydowanie”, czy jedynie „nieco” zaskakujący, po spotkaniu z mistrzem Markiem Koterskim, który o najbardziej charakterystycznych, dających się dostrzec w jego filmach punktach wspólnych mówi, że są one przypadkowe, decyduję się na epitet wymieniony wyżej jako drugi. Zdanie to bowiem brzmi jako opinia, stosująca się do wszystkich uczestników festiwalu, a tymczasem stosuje się do jednego z nich. Autor filmu <em>388 Arletta Avenue</em>, Randall Cole,2011, zapytany podczas konferencji prasowej, czemu w jego filmie morderca zawsze fotografuje ofiarę przez przednią szybę swojego samochodu? czemu nigdy nie widzimy go poza maszyną? Czy jest to aby metafora świata maszyn, w którym przyszło nam żyć? Dekonstrukcji i dehumanizacji? Zdaje się być zaskoczony i usiłuje się ratować, ale nie brzmi wiarygodnie, choć film, jako thriller, spełnia swą rolę w stopniu widza zadowalającym.</p>
<p style="text-align: justify;">I, jak powiedział podczas konferencji prasowej Keith Carradine, miał to w zwyczaju Robert Altman, by drugi raz niczego nie powtarzać, festiwal oceniam jako dobry, a włoski dokument trzyma fason.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/malgorzata-flejter/" title="Małgorzata Flejter" rel="tag">Małgorzata Flejter</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/robert-altman/" title="Robert Altman" rel="tag">Robert Altman</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/torino-film-festiwal/" title="Torino Film Festiwal" rel="tag">Torino Film Festiwal</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/wladyslaw-tatarkiewicz/" title="Władysław Tatarkiewicz" rel="tag">Władysław Tatarkiewicz</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2012/01/03/torino-film-festiwal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gnida</title>
		<link>http://www.studnia.net.pl/2011/12/15/gnida/</link>
		<comments>http://www.studnia.net.pl/2011/12/15/gnida/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Dec 2011 13:45:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ART-LAB]]></category>
		<category><![CDATA[Teksty]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Mondrzejewska]]></category>
		<category><![CDATA[Gnida]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Butkiewicz]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>
		<category><![CDATA[proza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.studnia.net.pl/?p=1138</guid>
		<description><![CDATA[proza Grzegorz Butkiewicz ilustracja: Anna Mondrzejewska &#160; Jestem gnidą. Gnidą dobrze wyedukowaną, w pełni sił życiowych i zdolną do społecznego pożytku. Ale jednak gnidą, bo jestem nieprzydatny, zepchnięty na margines i toczony przez marazm. Choć można do tego przywyknąć i już teraz mnie to tak nie męczy. Ale kiedyś było inaczej, kiedy chciałem wejść w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>proza</h6>
<h1 style="text-align: right;">Grzegorz Butkiewicz<br />
ilustracja: Anna Mondrzejewska</h1>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/12/Gnida2.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1139" title="Gnida2" src="http://www.studnia.net.pl/wp-content/uploads/2011/12/Gnida2-221x300.jpg" alt="" width="221" height="300" /></a>Jestem gnidą. Gnidą dobrze wyedukowaną, w pełni sił życiowych i zdolną do społecznego pożytku. Ale jednak gnidą, bo jestem nieprzydatny, zepchnięty na margines i toczony przez marazm. Choć można do tego przywyknąć i już teraz mnie to tak nie męczy. Ale kiedyś było inaczej, kiedy chciałem wejść w misterną strukturę społeczną, być kimś, mieć rodzinę, pracę i własne mieszkanie. Niestety, to wszystko pozostało dla mnie nieosiągalne, choć przy skrupulatnych wysiłkach w poszukiwaniu etatu udawało mi się czasem znaleźć zatrudnienie na dwa, trzy miesiące. Ale teraz latem często leżałem, paliłem papierosy i patrzyłem w sufit, a te długie chwile monotonnej kontemplacji dawno nieodświeżanego sklepienia zakłócała matka, przynosząc mi kanapki z margaryną i serkiem topionym. Nadal zamieszkiwaliśmy tę ciasną klitkę w bloku w spadku po sekretarzu Gomółce, a ja w chwilach kontemplacji pytałem, co poszło nie tak? Wszyscy moi znajomi, z którymi się wychowałem, wyjechali. A osiedle pozostało, takie trochę puste i wymarłe. Trzy masywne blokowiska z ponurymi oknami wpatrującymi się w szare dni, z których każdy jest taki sam jak poprzedni i następny.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1138"></span></p>
<p style="text-align: justify;">         Latem odwiedzał mnie Janek. Przyjeżdżał z Dublina na wakacje. Ubrany był w białe adidasy i czystą koszulę z modnym nadrukiem. Ostatnio zaprosił mnie na piwo do ogródka, abyśmy pogadali jak za dawnych lat. Powspominali dzieciństwo i rozejrzeli się po mieście. Zamówiliśmy dwa Żywce z niewielką, lekką pianką i zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak było kiedyś, a jak jest teraz, aż w końcu powiedział:<br />
- Nie chciałbyś zamieszkać w Dublinie? Po cholerę masz tu klepać biedę.<br />
- Nie, dzięki za propozycję, ale nie skorzystam – odparłem bez specjalnego zastanowienia.<br />
- Piotrek, o co ci chodzi, wyrwiesz się wreszcie z tej dziury i odżyjesz – nalegał Janek – nie mogę patrzeć, jak z roku na rok pożera cię coraz większa apatia.</p>
<p style="text-align: justify;">         Znów ta sama propozycja i te same Jankowe wizje cudownego życia na emigracji. Wprawdzie tylko te nędzne osiem godzin dziennie przy taśmie, których ma dość, ale potem zakupy, impreza, wyjazd, no i raz w roku lot na egzotyczne wakacje, a tam baseny, masaże i rześkie drinki pod palemkami. W końcu już nie mogłem znieść dłużej jego gadaniny i powiedziałem bez owijania w bawełnę:<br />
- Janek, zdałeś maturę, skończyłeś studia, zrobiłeś podyplomówkę, zajęło to tobie dwadzieścia pięć lat, ćwierć wieku, i pojechałeś zagranicę dymać przy taśmie! To nazywasz swoim wymarzonym życiem! Osiem godzin dziennie ogłupiającego zajęcia przez dwanaście miesięcy, aby raz w roku pojechać gdzieś na wyspę i napić się drinka!<br />
- Daj spokój, to nie tak, po prostu pracuję i na wszystko mnie stać, a ty siedzisz u matki i biedujesz, jak sobie wyobrażasz swoją przyszłość! Obudź się, człowieku!<br />
- Ja po prostu chcę być u siebie, mieć pracę we własnym kraju i żyć z niej, będę szukał tej pracy, dopóki jej nie znajdę!<br />
- Szukasz jej z krótkimi przerwami już pięć lat, nie wydaje ci się, że to trwa za długo?<br />
- Mogę jej szukać piętnaście, ale nie pojadę zagranicę, by zostać tam murzynem Europy i jeszcze cieszyć się z tego!</p>
<p style="text-align: justify;">         W tym momencie Janek sięgnął po papierosa i wypił trochę piwa. Ten gest zazwyczaj oznaczał zmianę tematu na lżejszy. I tak się stało. Przez resztę spotkania rozmawialiśmy o polskiej piłce nożnej, by później wypić następne piwo i rozstać się. Przez kolejne dni letniego urlopu Janka w kraju już się nie spotykaliśmy. Ja jak zwykle sufitowałem, a Janek pewnie imprezował z innym znajomymi. I tak do następnego lata.</p>
<p style="text-align: justify;">         Letni okres dla mnie przeważnie wiązał się z finansowym dołkiem, ale nieznacznie miał on ustąpić właśnie teraz, wraz z przyjściem jesieni, z jednego bardzo prostego względu. Jesienią zaczynał się rok szkolny i rok akademicki. W knajpach robiło się tłoczniej i dzięki temu udawało mi znaleźć kilku leszczy zlecających mi za parę złotych wypracowanie, czy pracę na studia. Czasami wpadała mi jakaś grubsza robota, gdy jakiś student zlecał pracę licencjacką lub magisterską, a wtedy za każdy zaliczony rozdzialik miałem tak zwany wypasiony miesiąc. Wówczas nie miałem już czasu na lenistwo. Tydzień był napięty: czytelnia, zbieranie materiałów, robienie notatek, aż w końcu pisanie pracy wypełniały mój czas do reszty. Ale w zamian nie było już topionego serka i weekendu przed telewizorem, tylko schabowy i sobotnia impreza.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zastanawiałem się, co przyniesie ta jesień, bo ostatnio ubywało mi pracy dla licealistów czy gimnazjalistów. Ich edukacyjny wysiłek z powodzeniem zastępował Internet, ale ze studentami już tak nie było. W ich przypadku poprzeczka była postawiona wyżej ze względu na program antyplagiatowy, który sprawdzał każdą pracę. Tak jak podejrzewałem, rzadko zgłaszała się młodzież szkolna z jakąś drobnicą, dopiero w kwietniu pewnie odezwą się maturzyści. Za to w połowie października zadzwonił do mnie Łukasz. Twierdził, że nagrywa mi robotę. Praca magisterska z pedagogiki dla zapracowanej w centrum handlowym studentki, która nawet nie ma chwili, by się porządnie wysikać. Ale, co gorsza, uznał, iż przedsięwzięcie było na tyle intratne, że zażądał niemałej prowizji, co mnie bardzo zdziwiło. A zatem i jemu przestało się dobrze wieść odkąd redukcja dosięgła jego zakład pracy i teraz utrzymywał się z dorywczych zleceń, co dla niego było nie lada wyzwaniem, w końcu miał żonę i dziecko. Przekazał mi jej numer telefonu i powiedział, abym się z nią umówił i wszystko dograł. To podobno gruba ryba, mówił, więc miałem śmiało negocjować.</p>
<p style="text-align: justify;">         Pod koniec tygodnia zadzwoniłem do niej i chciałem się z nią umówić gdzieś w pubie, aby obgadać sprawę. Niestety pracowała, powiedziała, że ma przerwę w pracy o dziewiętnastej i żebym w tym czasie w sobotę przyszedł do kawiarni w centrum handlowym. Tam wszystko mi miała wyjaśnić. W sobotni wieczór pojawiłem się w galerii. Zamówiłem najtańszą kawę i czekałem, aż zjawi się studentka. W końcu przyszła. Kiedy ją zobaczyłem, wpadłem w lekkie zakłopotanie. Była piękna, a wchodząc w szczegóły tego ogólnego określenia doznania estetycznego, powiedziałbym że była pięknooka, pięknowłosa, pięknousta i pięknonoga&#8230; Tu można długo wymieniać jej kolejne elementy budowy anatomicznej, z tymże przymiotnikiem, które tworzyły tę zadziwiająco doskonałą, harmonijno-druzgocącą całość, niczym czwarta część Symfonii Jowiszowej. Zamówiła wodę mineralną z cytryną, usiadła, powiedziała, że ma na imię Beata i potrzebuje pracy magisterskiej „na wczoraj”. Była w stanie natychmiast dać mi zaliczkę, którą zresztą potem przyjąłem, mając od razu w perspektywie udany sobotni wieczór. Temat był łatwy i w sam raz dla mnie: „Mechanizm wykluczeń w młodzieżowych grupach rówieśniczych”. Dogadaliśmy się co do ceny bez problemu. Miałem zainkasować dwa i pół tysiąca minus prowizja Łukasza, czyli prawie siedemset złotych na rękę za każdy zaliczony rozdzialik.</p>
<p style="text-align: justify;">         Poniedziałek przywitał mnie jesienną mżawką, która pogłębiła mój smutek. Za to powoli przechodził niedzielny kac. Zostały jakieś drobniaki z sobotniej zaliczki, które na długo mi nie wystarczą. Jadłem owsiankę, którą przygotowała mi matka, i podczas śniadania, jak to często bywało, męczyła mnie sprawami zawodowymi.<br />
- Piotrek, znajdź wreszcie jakąś pracę, od tego siedzenia w domu nic ci dobrego nie przyjdzie – pouczała mnie troskliwie.<br />
- Mamo, ja szukam pracy, ale wie dobrze mama jak teraz jest – odpowiadałem.<br />
- Nie wierzę, że nie ma pracy, jesteś wykształcony, obrotny, spójrz wokół, ci wszyscy ludzie przecież coś robią.<br />
- Tak, ale jakoś mnie nie chcą, co tydzień wysyłam papiery przez Internet do różnych firm – tłumaczyłem jej spokojnie.<br />
- Ten Internet, te maile, to nic nie dają! – denerwowała się – trzeba iść osobiście, chodzić od zakładu do zakładu i pytać! Czas leci, a ja wciąż cię karmię, trzydzieści lat masz, wstydziłbyś się!</p>
<p style="text-align: justify;">         Matka, jak to miała niekiedy w zwyczaju, nadal komentowała moją nieporadność, a ja już byłem myślami przy Beacie. Zastanawiałem się, czy będzie się jej podobać to, co dla niej napiszę. Podjąłem decyzję o sumiennym dopieszczaniu każdego zdania, aby zwrócić uwagę Beaty swym wnikliwym umysłem. Zjadłem śniadanie i poszedłem do czytelni, aby najpierw skompletować bibliografię i potem kolejne dni przeznaczyć na lekturę i notatki. Pod koniec tygodnia chciałem zacząć pisać.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po około połowie miesiąca miałem pierwszy rozdział. Umówiłem się z nią, jak zwykle, w centrum handlowym w czasie jej przerwy. Przybyłem do kawiarni, stałego miejsca spotkań i za chwilę pojawiła się Beata. Ubrana w obcisłe niebieskie dżinsy, jasnobrązowe kozaki i koszulę w subtelną kratkę.<br />
- Dobrze sobie radzisz – powiedziała, uśmiechając się – nie przypuszczałabym, że tak szybko przyniesiesz rozdział.<br />
- Lata praktyki – odparłem.<br />
- Mam nadzieję, że promotor zaliczy to, co napisałeś? – spytała zakłopotana.<br />
- Zaliczy, w końcu od tego jest – odpowiedziałem z nutą pewności, ale też dobrze wiedziałem, że nie może być inaczej, bo odwaliłem kawał dobrej roboty.<br />
- Umówmy się, że zapłacę, jak profesor zaakceptuje, w porządku? – zapytała ponownie.<br />
- Nie ma problemu.</p>
<p style="text-align: justify;">         Wracałem ze spotkania uskrzydlony. Nagle zdałem sobie sprawę, że niewiele trzeba, aby jej zaimponować, choć z drugiej strony przecież wciąż byłem bez pieniędzy i pracy, nic też nie wskazywało na to, że wkrótce to się zmieni. Zatem może niepotrzebnie coś w sobie rozpalałem. Zresztą w tym wieku nie ma już chodzenia do parku i karmienia kaczek czerstwym chlebkiem. Tu muszą być konkrety, czyli: ważne stanowisko w pracy, pozycja społeczna i zdolność kredytowa. A ja przecież tego wszystkiego nie miałem i dobrze wiedziałem, że w przeciągu kilku miesięcy to się nie zmieni.  A zatem cóż mi pozostawało? Leżenie na tapczanie, wpatrywanie się w sufit i słuchanie narzekań matki.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po paru dniach okazało się, że promotor zaakceptował Beacie pierwszy rozdział. Natychmiast do mnie zadzwoniła i podziękowała. Niezwłocznie umówiłem się z nią, aby odebrać zapłatę. Na krótkim spotkaniu Beata opowiadała, że profesor był pod wrażeniem ujęcia tematu, podjętego z właściwą wrażliwością. A problem przedstawiony został rzeczowo i bez zbędnych zawiłości. Wpatrywała się we mnie jak nigdy dotąd, mówiąc to wszystko, ale już byłem myślami przy piwie, które zaraz wypiję, aby rozproszyć gdzieś w zakamarkach pamięci to spojrzenie Beaty, tak czułe, a zarazem pełne zdumienia i szacunku. Wiedziałem dobrze, że z tego nic nie wyjdzie.</p>
<p style="text-align: justify;">         W następnych dniach przystąpiłem do dalszej pracy. Właściwie materiały miałem już skompletowane i dokładnie przejrzane. Pozostawało usiąść przed komputerem i pisać. Po miesiącu miałem już wszystko gotowe, wystarczyło, aby promotor przeczytał to wszystko i ustalił termin obrony. Myślałem jeszcze czasami o Beacie, ale wiedziałem, że nie ma jej nic do zaoferowania. Nie chciałem się z nią spotykać w obawie, że się zaangażuję, choć na spotkaniach w kawiarni wydawała się być mi przychylna. I chyba raz dała do zrozumienia, że warto by było lepiej się poznać. A kiedy otrzymałem całą sumę wraz z przekazaniem jej ostatniego rozdziału, postanowiłem wykasować jej numer w swojej komórce i pozostawić to wszystko poza sobą. Chciałem wrócić do swojego dawnego życia, które choć było nudne, dawało mi poczucie, że nie muszę stawać na głowie, wysilać się i nie wiadomo co jeszcze robić, aby kogoś uszczęśliwiać. Zatem mijały kolejne miesiące. Nawet nie wiedziałem, kiedy rozpoczął się grudzień. Pieniędzy nie chciałem pozbyć się zbyt szybko, bo nie miałem nowych zleceń. Jak zwykle wolałem sufitować, słuchając cicho radia i od czasu do czasu zapadając w płytką drzemkę. I podczas oddawania się któregoś razu tej przyjemności zadzwonił telefon. To był Łukasz.<br />
- Cześć, a ty nie zapomniałeś o czymś? – spytał z pretensją.<br />
- No tak, twoja prowizja – przypomniałem sobie.<br />
- Ja wiem, że Beatka potrafi trochę zakręcić w głowie, ale interesy to interesy, pilnuj ich – mówił Łukasz &#8211; to kiedy się umówimy, aby się rozliczyć?<br />
- W sobotę, przy piwku, w naszym pubie – odparłem i po chwili się rozłączyliśmy.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zupełnie zapomniałem o Łukaszu. Dobrze, że nie wydałem wszystkich pieniędzy. Zjawiłem się w sobotę o umówionej porze w lokalu. Łukasz już czekał przy piwie. Poszedłem do baru zamówiłem piwo dla siebie, podszedłem do stolika i przywitałem się z nim. Przekazałem mu jego dolę za nagranie zlecenia. Zaczęliśmy rozmawiać, aż w końcu Łukasz zadał pytanie, które jakby otrząsnęło mnie z letargu, w jakim tkwiłem:<br />
- Piotrek, co robisz w Sylwestra?<br />
- No tak, Sylwester – odparłem zniechęcony – nie zastanawiałem się nad tym zupełnie.<br />
- I to jaki, zbliża się 2012, koniec świata, tak wynika z kalendarza plemion indiańskich, nie słyszałeś o tym?<br />
- Oczywiście, że słyszałem, każdy chyba o tym wie – odpowiedziałem – ale chyba ten koniec nas ominie.<br />
- Mniejsza o to, jest impreza pod miastem – zachęcał – wieś, duży dom, no i Beatka będzie.<br />
Nagle zadrżałem. Pogrzebałem ją już gdzieś w swojej pamięci, a tu pojawia się przede mną okazja do wspólnej zabawy. Mimo to nie okazałem zakłopotania i powiedziałem w miarę spokojnym głosem:<br />
- W porządku, jeszcze się zastanowię.</p>
<p style="text-align: justify;">         Dopiłem piwo i postanowiłem wracać. Łukasz jeszcze został w pubie. Nie miał zbyt wielu okazji, by wymknąć się z domu. Ja już chciałem zasnąć. W drodze powrotnej myślałem o Beacie, któż wie, może to ona nakłoniła Łukasza, abym pojawił się na sylwestrowej imprezie? Być może snuła jakieś plany dotyczące mojej osoby? Te pytania zaczęły zaprzątać moją uwagę coraz bardziej, i nie wiedziałem, jak do tego się odnieść. Czy może rzeczywiście należałoby zawalczyć, dokonać jakieś istotnej zmiany w życiu. Beznadzieja, w której tkwiłem, w końcu nie mogła trwać w nieskończoność.  I wszedłem do domu z myślą, że pojadę się nieźle zabawić.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zaczęła się druga połowa grudnia. Spadł śnieg, a jego gęsty puch przywarł do gałęzi drzew i krzewów. Słoneczne światło podkreślało jaskrawą śnieżną biel, a i mroźne powietrze sprawiło, że czułem się rześki i radosny. Przechadzałem się parkiem, chłonąc tę wspaniałą aurę i zapominając o jesiennym smutku, który mi do niedawna towarzyszył. Wszystko dookoła stało się jakby bardziej intensywne i pełne świeżej energii, która na dobre mnie przebudziła i zaczęła napędzać optymizmem. Zdałem sobie sprawę, że moje życie może się zmienić, a Beata może mogłaby być kimś, kto dostarczyłby mi siły, aby ta zmiana się dokonała. Dlaczego miałem tkwić na dnie, nie próbując się od niego odbić? A miałem poczucie, że teraz mam w sobie coś, co mogłoby mnie zmobilizować, co mogłoby sprawić, że zacisnę zęby i wreszcie zacznę działać.</p>
<p style="text-align: justify;">         Święta minęły w bardzo spokojnej atmosferze. Matka jak zwykle życzyła mi znalezienia pracy i poukładania swojego życia, a ja jej waloryzacji emerytury w przyszłym roku. Zjedliśmy skromną kolację wigilijną, porozmawialiśmy. Ot nic szczególnego, po prostu święta jak święta. Za to w drugi dzień Bożego Narodzenia zadzwonił Janek. Nieoczekiwanie dostał urlop i przyjechał do rodziców. Spędzał z nimi pierwsze święta od trzech lat. A i o mnie nie zapomniał, i natychmiast po obiedzie wybraliśmy się na piwo. Gdy znaleźliśmy się w knajpce i zamówiliśmy naszego Żywca, Janek powiedział:<br />
- Co robisz w Sylwestra, chętnie bym wybrał się na jakąś imprezę, tak dawno nie obchodziłem jej tutaj?<br />
- Jadę pod miasto do domku na zabawę – odparłem.<br />
- Zabierz mnie, dobrze by było spędzić ją razem, od tak długiego czasu – zaproponował z błyskiem w oku – nie wiem, czy znasz ten kalendarz Inków, w 2012 ma nastąpić koniec świata.<br />
- Ale chyba nie wierzysz w tę bzdurę? – zapytałem<br />
- Oczywiście, że nie – odpowiedział – to tylko taki dodatkowy, jakby to powiedzieć, plus, taki smaczek.<br />
- To jedź ze mną na wieś – odparłem – zabawimy się.</p>
<p style="text-align: justify;">         Zamówiliśmy jeszcze po piwie. Janek narzekał na życie emigracyjne. Tęsknota i samotność zaczęły go coraz bardziej nękać. Chciałby powrócić do kraju, ale nie wierzył, że są w nim dla niego perspektywy. Twierdził, że żyje w zawieszeniu. Choć ma pieniądze i zapewniony byt, to nie czuje się zrealizowany. Pocieszałem go, jak mogłem, mimo że byłem w gorszym położeniu. W końcu postanowiliśmy wracać z myślą, że w Sylwestra odbijemy sobie nasze zmartwienia.</p>
<p style="text-align: justify;">         Nadszedł Sylwester. Chciałem zrobić dobre wrażenie na Beacie, więc starannie wyprasowałem koszulę i dżinsy. Wyciągnąłem z szafy marynarkę, która wciąż jeszcze na mnie dobrze leżała. Wcześniej umyłem i ułożyłem włosy. Oczywiście dokładnie się ogoliłem. A na koniec delikatnie spryskałem się perfumami, które trzymałem na specjalne okazje. Kiedy byłem już gotowy, zadzwoniłem do Janka. Przyszedł szybko, mieszkał w bloku naprzeciwko, więc kiedy zjawił przed klatką, szybko zaszliśmy do sklepu i kupiliśmy alkohol. Następnie poszliśmy w stronę dworca autobusowego, gorączkowo snując scenariusze dzisiejszej nocy. Nie wiedzieliśmy za bardzo, co nas spotka, i z kim nam przyjdzie się bawić. W końcu weszliśmy do autobusu i zapłaciliśmy kierowcy za bilety. Dotarliśmy na miejsce. Wieś była mała, zaniedbana. Mijaliśmy jakieś małe domy z obdrapaną elewacją, jakieś budynki gospodarcze, których drzwi pod wpływem wiatru skrzypiały na zardzewiałych zawiasach, jakby zaraz miały się rozsypać. Gdzieniegdzie stały opuszczone nieużytki z czerwonej cegły z zerwanymi dachami. Minęliśmy mieszkańca, który, na podwórku za ogrodzeniem, powoli i ospale wykonywał codzienne czynności. Miałem wrażenie, że czas tutaj zamarł, zupełnie jakby ugrzązł w jakiejś pętli, z której nie mógł się uwolnić, tracąc przy tym swoje zwykłe, miarowe tempo.</p>
<p style="text-align: justify;">          W końcu dotarliśmy pod dom, w którym mieliśmy spędzić noc. Nie był specjalnie okazały, ale w porównaniu z tymi, które minęliśmy, wypadał znakomicie. Drzwi otworzył nam Łukasz. Przedstawiłem go Jankowi. Weszliśmy do środka. Dobiegła nas muzyka rozlegająca z salonu. Było to niemieckie techno o zimnym brzmieniu i pulsującym, prymitywnym rytmie. Zdjęliśmy kurtki i weszliśmy do środka. Na sofach siedziało kilku młodych mężczyzn, popijając piwo, a wśród nich cztery dziewczyny z długimi szklankami wypełnionymi do połowy kolorowymi drinkami. Łukasz przedstawił nam wszystkich. Beaty jeszcze nie było. Pomyślałem, że pewnie chce zrobić wrażenie i ze skrupulatnym rozmysłem czesze włosy, nakłada makijaż i dobiera kreację. Rozsiedliśmy się w salonie, niemiecko techno wibrowało, niczym natrętny szerszeń, który próbuje dopaść swoją ofiarę. Otworzyliśmy pierwsze piwo i zaczęliśmy rozmawiać. Od czasu do czasu przewijał się stały wątek związany z imprezą, czyli to, czy dzisiejsza noc będzie naszą ostatnią nocą na ziemi i nastąpi po niej kataklizm, na który wskazywał indiański kalendarz. Wszystkie te domysły miały charakter żartu, zagrzewającego do zabawy, bo skoro koniec tuż tuż, nie pozostawało nic innego, jak doczekać go upojonym i roztańczonym, choćby w rytmie elektronicznej muzyki.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po dwudziestej pierwszej pojawiła Beata. Ubrana w białą koszulę i pomarańczową skórzaną spódniczkę mini, odsłaniającą proporcjonalne i wyważone kształty ud pokrytych białymi pończoszkami. Makijaż podkreślał twarz odrobinę zanadto, duże oczy miotały szybkim, żwawym spojrzeniem, a umalowane usta błyszczały w świetle przyciemnionych, pokojowych lamp. Sprawiała wrażenie wyzywającej celebrytki o zdecydowanych gestach, która pomyliła adresy, bo powinna znaleźć na jakimś balu dla VIP-ów. A i sam Janek w pierwszej chwili spoglądał na nią zdezorientowany, ale po chwili odzyskał pewność siebie.</p>
<p style="text-align: justify;">         Po kilku chwilach impreza zaczęła się rozkręcać. Pojawiły się pierwsze osoby, które zaczęły poruszać się w mechanicznym rytmie tej muzyki. A spożywany systematycznie alkohol potęgował euforię i wywoływał coraz odważniejsze zachowania. W pewnym momencie, gdy byłem już po trzech piwach, podszedłem do Beaty, aby porozmawiać. Sączyła niebieskiego drinka z grapefruitem, i jej twarz wydawała się już nieco rozweselona.<br />
-Jak tam, jesteś po obronie? – spytałem<br />
- Tak, w dodatku dostałam piątkę – odpowiedziała – któż by się spodziewał, że napiszę tak dobrą pracę. A co u ciebie profesorku?<br />
- Jakoś żyję – odparłem.</p>
<p style="text-align: justify;">          Rozpoczęliśmy luźną konwersację, taką, jaka zwykle odbywa się w takich okolicznościach. Nic na poważnie, tylko lekka wymiana zdań w atmosferze karnawałowego żartu. Po chwili dołączył do nas Janek. Zaczął jej opowiadać o Dublinie o tym, jak dobrze mu się tam powodzi, że warunki pracy są nieporównywalnie lepsze, a pieniędzy jest więcej. Beata słuchała go z zainteresowaniem i chyba mu trochę zazdrościła. W końcu centrum handlowe nie było wymarzonym miejscem pracy. Często kończyła obowiązki o dwudziestej drugiej i miała trochę tego dosyć. Poszliśmy do kuchni coś przekąsić. Usiedliśmy przy stole, na tekturowe tacki nałożyliśmy sobie trochę sałatki, do której otworzyliśmy butelkę wódki i karton soku z czarnej porzeczki. Rozmawiało nam się coraz lepiej. Temat życia zawodowego na szczęście porzuciliśmy i zaczęliśmy nieśmialo flirtować, a w miarę wypijania kolejnych kieliszków wódki, flirt ten nabierał rumieńców i pikanterii. W końcu zdecydowałem, że na moment opuszczę ich i zapalę papierosa przed domem, bo poczułem, jak od wypitego alkoholu robi mi się gorąco. Poszedłem do przedpokoju i z kurtki wyciągnąłem paczkę Marlboro. Otworzyłem drzwi i znalazłem się na podwórku. Noc była cicha, a mroźne powietrze przyjemnie szczypało moje rozgrzane policzki. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się, spoglądając w porozrzucane na ciemnym niebie gwiazdy. W oddali majaczył widmowy kształt lasu, a przed nim wiła się mała asfaltowa dróżka skromnie oświetlona latarniami. I kiedy kończyłem palić, poczułem, że już jestem trochę wstawiony, że wódka i piwo powoli robiły swoje. Zgasiłem papierosa i wróciłem do domu. Ściągnąłem w przedpokoju kurtkę i od razu poszedłem się do kuchni. Widok, który tam zastałem, sprawił, że nagle zbladłem i osłupiałem. Zobaczyłem, jak Beata siedzi na kuchennym stole, obejmując ramionami Janka i przetrzymując jego tułów między swoimi udami. Spleceni ze sobą całowali się namiętnie. Dobrze, że jeszcze nie rozpiął jej koszuli, bo tego bym już nie zniósł.  Ale i tak momentalnie poczułem jak wzbiera we mnie rozpacz, jak rozdziera mnie coś od wewnątrz. Janek pewnie omamił ją wizją dostatniego życia w Dublinie, a potem postanowił skorzystać z okazji, nie wiedząc, że ja naprawdę zaczynałem czuć coś do tej dziewczyny. Być może to była dla mnie szansa. Szansa jaką los zsyłał mi bardzo rzadko, a na kolejną zapewne będzie trzeba długo poczekać. Wszedłem do salonu. Miałem wrażenie, że podłoga uginała się pod wpływem tańczących ludzi. Niemieckie techno zagrzewało ich do wykonywania bezmyślnych ruchów, a alkohol skutecznie otępiał ich poczucie zdrowego rozsądku. I ja też taki chciałem się stać, jak bezrozumne zwierzę podczas orgii, ale wewnątrz siebie wyłem, jakbym był pokąsany przez swojego drapieżcę. Zacząłem wlewać w siebie wódkę. Nie nalewałem jej już nawet do kieliszka, a przechylałem bezpośrednio z butelki do gardła, jakbym tkwił w jakimś rozpaczliwym amoku, próbując go ukoić alkoholem. Spojrzałem na zegarek, zbliżała się północ. I w końcu przypomniałem sobie, że dzisiaj miała być ostatnia noc na ziemi, że przecież ma nastąpić koniec świata. Zacząłem rozpaczliwie się śmiać, przywołując tym śmiechem kataklizm. Zresztą nieważne, koniec świata pewnie i tak dzisiaj nie nadejdzie, ale za to nadszedł mój prywaty, indywidualny koniec. Pociągnąłem jeszcze trochę wódki z butelki. A goście po chwili spostrzegli, że do Nowego Roku zostało raptem kilka minut. Po paru chwilach zebrali się wszyscy i zaczęli chórem odliczać sekundy: 12, 11, 10&#8230; Chciałem do nich dołączyć i krzyczeć wraz nimi. Wstałem z fotela i podszedłem kilka kroków, ale zdałem sobie sprawy, że jestem już zachlany prawie do nieprzytomności. I kiedy oni miarowo wykrzykiwali już: 5, 4, 3, ja poczułem, że tracę równowagę, że moje nogi są chwiejne i słabe, że mój zamroczony umysł zaczyna wirować jak bęben w pralce i upadam na twarz wprost w miękką czeluść podłogowej wykładziny.</p>

	Tagi: <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/anna-mondrzejewska/" title="Anna Mondrzejewska" rel="tag">Anna Mondrzejewska</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/gnida/" title="Gnida" rel="tag">Gnida</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/grzegorz-butkiewicz/" title="Grzegorz Butkiewicz" rel="tag">Grzegorz Butkiewicz</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/opowiadanie/" title="opowiadanie" rel="tag">opowiadanie</a>, <a href="http://www.studnia.net.pl/tag/proza/" title="proza" rel="tag">proza</a><br />
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.studnia.net.pl/2011/12/15/gnida/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

