recenzja
Grzegorz Butkiewicz
W nowej książce Mariusza Sieniewicza nic nie jest opowiedziane wprost. Świat w powieści jest poddany prawom snu, szaleństwa, wyzwolonej wyobraźni, która szuka swego urzeczywistnienia za pomocą metafor, obrazów i baśni. I choć Miasto Szklanych Słoni utkane jest z marzeń i wizji, to nie pomija realnej rzeczywistości. Ona również ma w powieści swoje miejsce i jest z nią ściśle związana. Jak awers i rewers monety, dwa światy i dwie opowieści przenikają się wzajemnie po to, by dotrzeć do egzystencji, w której trwa nieustanne napięcie między cierpieniem i radością, samotnością i miłością, i wreszcie – między wykluczeniem i akceptacją.
W Mieście Szklanych Słoni narracja jest niekonwencjonalna. Fabuła jest przedstawiona w formie dwóch równolegle pisanych pod koniec zimy dzienników. Jeden z nich prowadzi Jan Kwiecisty, przebywający w czymś w rodzaju przytułku lub szpitala. W jego zapiskach dochodzi do spiętrzenia fantastycznych zdarzeń – Jan prowadzi pełną rozmachu grę wyobraźni. Drugi dziennik pisze mężczyzna uważnie przyglądający się Janowi i innym przebywającym w przytułku postaciom. W jego słowach drzemie wyważony chłód umysłu i zmysł dociekliwej, obiektywnej obserwacji. Oto jak wyraża się o miejscu, w którym przebywa Kwiecisty: Jan podejrzewa, że każde miasto ma takie miejsce. Nie pasuje do opowieści. Wszak styl miasta narzucają odrestaurowane kamienice w kolorach Disneyowskich kreskówek, gigantyczne ekrany rozbłyskujące na skrzyżowaniach (…) Dlatego z każdym rokiem miejsce jest przenoszone coraz dalej od centrum. Opowieść planuje wypchnąć je poza granice miasta, by mogła wreszcie zaprzeczyć, że kiedykolwiek istniało. Ma on świadomość, czym jest owo miejsce przenoszone na peryferia miasta tak, aby mieszkańcy zbyt często nie byli narażeni na jego widok. Doskonale zdaje sobie sprawę, że skupia ono wyrzutków, szaleńców, życiowych rozbitków z jakiś powodów wykluczonych przez społeczeństwo: Dla jednych zastępuje dzień i noc, tydzień i miesiąc (…) Dla innych to rodzaj dworcowej poczekalni, więc oczekują na widmowy autobus lub pociąg, który zabierze ich do świata obcego ziemskim rozkładom jazdy. Jedynym bagażem, jaki mają, jest własne ciało, za bilet wystarcza długie przymknięcie powiek (…) Jeszcze inni, a tych jest zdecydowana większość, traktują miejsce jako wymuszoną przerwę we własnej opowieści. Najprawdopodobniej te słowa pisze osoba pełniąca funkcję terapeuty albo opiekuna grupy osób przebywających w zakładzie. Terapia polega na opisywaniu pobytu poprzez prowadzenie dziennika. Sam również się jej poddaje, aby lepiej rozumieć swoich podopiecznych. Ponadto zdradza on w swym dzienniku arkana pracy instytucji. Zna on niejako „od wewnątrz” sytuację pracujących tu ludzi. Co więcej jest doświadczonym pracownikiem zakładu i ma już za sobą wiele lat stażu. Oddajmy głos autorowi Miasta Szklanych Słoni, który, w nieco sentymentalnej aurze i z błyskotliwym poczuciem humoru, każe mu wspominać dawnych współpracowników: Kiedyś to były złote czasy. Pielęgniarze im cięższą mieli rękę, tym lżej traktowali swój fach. Zwyczajnie dawali po pysku i puszczali wolno, do następnego spotkania. Dzisiaj ledwie ciągną na cienkich emeryturach i zupkach. Okupują parkowe ławeczki, kłócą się z wróblami (…) Plują sobie w brodę, że sumienie nie pozwoliło im wstąpić do ZOMO. A oto opisany w dzienniku terapeuty personel w czasach obecnych, też w nieco komicznym zabarwieniu: Zamiast intuicji starych pielęgniarzy młode wilczki, mają po kilka fakultetów, każde zdanie inkrustują obcymi słówkami w stylu: sensu stricto, nolens volens (…) Cytują z pamięci całego Zimbardo koniecznie coś z Junga, nie bacząc na rosnący wokół tłum gapiów.
Inna jest opowieść Jana. Czuje on beznadzieję własnego położenia i ucieka przed nią do Miasta Szklanych Słoni, miejsca przedziwnego. Jest okulistą w tamtejszym szpitalu. Leczy dotykiem imaginacji, przeprowadza przedziwne operacje, którym patronuje Tęczowa Wieloródka, bogini nowej widzialności i królestwa wyobraźni. W piątek, wraz z burmistrzem miasta, księdzem proboszczem i dyrektorem huty, bierze udział w seansach spirytystycznych, mających na celu wywołanie ducha Władysława Gomułki. Dyrektor huty w swoim zakładzie masowo produkuje szklane zabawki, które przynoszą szczęście nie tylko jego mieszkańcom, ale są eksportowane w daleki świat. W Mieście Szklanych Słoni dresiarze recytują wiersze Asnyka, a automatyczne pralki podczas wirowania, niczym helikoptery opuszczają mieszkanie i unoszą się pośród chmur. Długo by tu wymieniać jakie jeszcze fantastyczne rzeczy dzieją się w mieście, nie mniej trzeba stwierdzić, że Sieniewicz swoim nieprawdopodobnym, surrealistycznym rozmachem dorównuje niemalże takim mistrzom, jak choćby Bruno Szulc.
Świat Jana to karnawał, hulanka i bajka, ale oprócz tego specyficzne miejsce zajmuje w nim kobiecość. Sama Tęczowa Wieloródka jest żeńskim bóstwem, to niewyczerpane źródło fantastycznych wyobrażeń, które tworzą świat alternatywny, wobec tego w którym panuje chłód i rozpacz. Kobiety są zatem pocieszycielkami, filarem wyobraźni i inspiracją, ale nie tylko, bo one również należą do realnego świata, przesyconego cierpieniem i poddane są przez to degradacji. Widać to w scenie spektaklu z okazji dnia kobiet i jednej z ostatnich scen w ratuszu. Warto podkreślić, że kobiecość na kartach powieści wykreowana jest również przy użyciu ogromnej siły wyobraźni.
Cudowna wizja Kwiecistego kończy się z chwilą przybycia do przytułku tajemniczego wizytatora. On sprawia, że świat kloszarda staje się znowu realny. Wszystko wraca na swoje miejsce. Jan w swoim dzienniku próbuje dociec kim on jest, mnożąc niesamowite hipotezy. Z równoległego dziennika dowiadujemy się, że to lekarz, który przybył zbadać stan fizyczny pacjentów przed wypuszczeniem ich poza przytułek, wraz z nadejściem wiosny. I tak właśnie toczy się cała opowieść. Krzyżują się perspektywy. W ślad za pędzącą wyobraźnią Kwiecistego podążają zapiski terapeuty, pokazując jak fantazje pacjenta odnoszą się do świata rzeczywistego.
Miasto szklanych słoni nie należy z pewnością do łatwych książek, nie mniej wszystko jest tu gruntownie przemyślane. Erupcja wyobraźni sąsiaduje ze spójnym i logicznym światem. To proza oryginalna w formie i pomysłowa w realizacji. A jej fabuła bawi, przeraża i wzrusza na przemian, pokazując piękno ludzkich marzeń, siłę lęku przed odrzuceniem i smutne życie odmieńca, którego inność zazwyczaj jest trudnym darem i niełatwym losem.
Autor: Mariusz Sieniewicz
Tytuł: Miasto Szklanych Słoni
Wydawnictwo: Znak
Rok Wydania: 2010
ISBN: 978-83-240-1299-2
Liczba Stron: 251

